środa, 23 września 2015

Klęska poradzieckiego eksperymentu



Przeciętny Rosjanin w wieku ok. 45 lat, lojalny wobec władzy i pozbawiony własnego światopoglądu nie pamięta czasów radzieckiego zastoju. Lata dziewięćdziesiąte odczuł na własnej skórze. Zgodnie z oficjalną wykładnią były to lata przeklęte. W 1998 roku Rosja zbankrutowała, ale błyskawicznie udało się przezwyciężyć kryzys. Może z tego powodu ludzie o nim zapomnieli. Ten z lat 2008-2009 też nie był długotrwały i nie utrwalił się w pamięci. To dlatego - twierdzi petersburski publicysta Siergiej Szelin - obywatele nie rozumieją, że kryzys w czasach Putina nosi inny charakter, będzie trwał długo i nie da się go rozwiązać w ramach istniejącego systemu. Poradziecki eksperyment się nie udał. Trzeba się znowu będzie zabrać za rozwiązywanie problemów.



Autor: Siergiej Szelin 





Społeczeństwo rosyjskie nie wyciągnęło wniosków z kryzysowych lekcji 1998 i 2008 r. 



 


Wyobraźmy sobie przeciętnego "poradzieckiego" Rosjanina. Niech będzie przyzwoity, lojalny wobec władzy, pozbawiony światopoglądu, taki jak nam podpowiada statystyka, no i będzie sobie liczył mniej, niż 45 lat. Człowiek większości, wciąż ich drażnią przypominając znany wskaźnik "84 procent". Może tylko niekiedy zapominamy o jednym, o czym należałoby wspomnieć choćby po to, by oddać mu sprawiedliwość: to dzięki jego rękom i głowie powstaje ponad połowa wytwarzanych w kraju dóbr i usług.


Zapomniane lata zastoju


Ludzie ci nie pamiętają czasów radzieckiego zastoju. Ale dzięki telewizji wiedzą, iż w tamtych czasach żyło się jak w raju. Większość z nich zastała lata dziewięćdziesiąte. Wówczas zobaczyli na własne oczy, iż nie wszystko było do luftu. Jednak po latach udało się ich przekonać, iż tamta rzeczywistość była beznadziejna. Prawie wszyscy z nich dobrze pamiętają nasze obydwa poradzieckie kryzysy ekonomiczne, z 1998 r. i 2008 r. To ich bagaż intelektualny, z nim wkraczają w obecną epokę wzrostu poziomu biedy.

Dla zachowania dokładności, trzeba powiedzieć, iż stopniowe pogarszanie się warunków materialnych zaczęło się u nas jeszcze w roku 2013. Jednak kryzys rozkręcił się na dobre równo rok temu. We wrześniu 2014 roku, po raz pierwszy od lat, średnia miesięczna cena baryłki ropy naftowej spadła poniżej 100 dolarów. Nasza waluta rubel, nie zwracając uwagi na starania Banku Centralnego, by zapobiec jego dewaluacji zaczęła tanieć. W końcu września trzeba już było zapłacić 39 rubli za 1 dolar. W tamtym momencie był to wynik rekordowy.

Tak to się zaczynało. Teraz, dokonując podsumowania pierwszego roku kryzysu, należy podkreślić, iż do jego najważniejszych konsekwencji należy realny spadek wynagrodzeń i innych dochodów, mniej więcej o jedną dziesiątą. W pierwszym półroczu 2015 roku dochody niższe od minimum niezbędnego do przeżycia uzyskały 22 miliony obywateli, jest to liczba o 1,4% wyższa, niż w 2013 roku.

Warto się zastanowić, jak na te zjawiska patrzy przedstawiony na początku przeciętny Rosjanin. Zapewne, całkiem instynktownie porównuje swoje obecne doświadczenie, z tym co widział i przeżył wcześniej.


Kryzys 2008-2009


Trajektoria kryzysu z lat 2008-2009 była na początku podobna. Można jednak zauważyć i różnice. Na samym początku gdy tamten kryzys się rozkręcał, wszystkie wskaźniki spadały gwałtowniej, niż obecnie. Średnia miesięczna cena baryłki ropy Brent w grudniu 2008 roku spadła poniżej 40 dolarów (uwzględniając dzisiejszą wartość dolara).

Przez pięć kolejnych miesięcy, od września 2008 roku do stycznia 2009 realne dochody ludności były niższe, niż w ciągu analogicznych pięciu miesięcy roku poprzedniego. W grudniu 2008 roku, w szczytowym momencie spadku, różnica w porównaniu z grudniem 2007 roku wynosiła 11%.



Ale potem, z punktu widzenia prostego człowieka wszystko się jakoś ułożyło. Od lutego 2009 roku rubel przestał spadać. Zaraz potem zaczął się umacniać. Ceny ropy już latem 2009 roku wzrosły do 60 dolarów za baryłkę (uwzględniając dzisiejszą wartość dolara), w grudniu za ropę płacono już 70 dolarów. We wrześniu 2009 r., po roku od wybuchu kryzysu, rzeczywiste osiągane przez ludność dochody były już o 2,7% wyższe, niż w analogicznym miesiącu 2008 roku. Liczba mieszkańców znajdujących się poza granicą ubóstwa w roku 2009, w porównaniu z 2008 uległa niewielkiemu zmniejszeniu (18,4 mln).

Tamten kryzys uderzył mocno w gospodarkę rosyjska. Nie udało się jej przezwyciężyć wszystkich jego następstw, ale obywatele tylko troche najadli się strachu. Spodziewali się dramatu, zdołali się jednak jakoś wykręcić.


1998 rok: niewypłacalność


Spójrzmy więc może w nieco odleglejszą przeszłość. Łatwiej nam będzie zrozumieć, dlaczego obywatele bez specjalnych emocji wspominają także sierpniowo-wrześniowy kryzys z 1998 roku. Mimo, iż siła jego uderzeniowa była potężna.

Rzeczywiste osiągane przez ludzi dochody spadły w 1998 roku o 16%, w 1999 roku jeszcze o 12%. Do kieszeni obywateli trafiało zaledwie 74% dochodów osiąganych w 1997 roku. Liczba żyjących poza granicą ubóstwa, i tak ogromna, w tam tym okresie wzrosła o jedną czwartą (z 34 mln do 42 mln).

Ale tamto bankructwo miało także inne następstwa. Jego skutkiem stal się gwałtowny wzrost gospodarki. Zaczął się on już w końcu 1998 roku. Już po roku przełożył się na oszałamiające tempo wzrostu dochodów indywidualnych. W liczbach rzeczywistych ulęgły one zwiększeniu o 12% w roku 2000, o 9% w 2011, o 11% w 2002. Tak udało się odrobić straty poniesione w wyniku ogłoszonej przez Rosję w 1998 roku niewypłacalności. W tym samym 2002 roku liczba żyjących za granicą ubóstwa także wróciła na poziom sprzed sierpniowego bankructwa. No i potem, przyszły lata tłuste. Przygody i zawirowania z przełomu wieków zaczęto odbierać jako prolog do wielkiej epoki dobrobytu.


Klęska poradzieckiego eksperymentu


Te właśnie kryzysy gospodarcze utrwaliły się w pamięci człowieka poradzieckiego. Widział je, doświadczył ich na sobie, jednak tak naprawdę nie był w stanie pojąć, co się stało. Doświadczenie osobiste nie stało się dla niego źródłem szczególnego lęku, nie podpowiada mu, iż kryzys w czasach Putina może okazać się trudniejszy, niż wstrząsy i przeżycia z "przeklętych lat dziewięćdziesiątych". Propaganda karmi go wszelkimi bajkami, umacniając taki ogląd rzeczywistości. Nie musi jednak go kształtować od początku, człowiek poradziecki i tak myśli w ten sposób.

Poradzieckiemu człowiekowi nie chce pomieścić się w głowie, że cały trwający już ćwierć wieku eksperyment poradziecki się nie udał, i że trzeba będzie go powtórzyć, że od nowa trzeba się będzie zabrać za rozwiązywanie problemów.

To oznacza, iż ku zrozumieniu tej myśli trzeba będzie iść drogą dłuższą, podobną do tej, którą już przechodziliśmy.

Obecny kryzys nie we wszystkich swych elementach przypomina upadek gospodarki radzieckiej w schyłkowej epoce ZSRR. Jednak istnieją też podobieństwa. Ten kryzys będzie trwał długo, ma charakter nieodwracalny, nie da się go przezwyciężyć w ramach istniejącego systemu, buduje jedność prostych ludzi.

Mniej więcej od połowy 1970 roku poziom życia w ZSRR powoli, choć nieodwracalnie się pogarszał. Wieloletnie i trwające bez żadnych przerw pogarszanie się standardów materialnych było stałym fragmentem życia społecznego w epoce późnego Związku Radzieckiego.

Likwidacja starych porządków mogła zostać przeprowadzona według różnych scenariuszy i pod różnymi sztandarami ideologicznymi. Do sytuacji, w której naród dał na nią zgodę mogło dojść wtedy dopiero, gdy upowszechniła się wizja upadku systemu, a przede wszystkim jego gospodarczej nieefektywności.

Nie doczekaliśmy się zwycięstwa mądrości i odpowiedzialności społecznej. Ostatnie pokolenie radzieckie i tak nie rozstało się z radzieckimi iluzjami. Wyraziło swą zgodę na zmianę systemu tylko wtedy, gdy ludzie znaleźli się pod ścianą. Zrozumiałe, że pokolenie to okazało się nie przygotowane na czekających je perypetie, i że nie odrobiło wynikającej z nich lekcji.

Dlatego właśnie pokoleniu poradzieckiemu zechciało się raz jeszcze popróbować radzieckiego stylu życia. Teraz więc stoi przed nim konieczność powtórnego przejścia tej samej smutnej i długiej drogi. Kiedyś zapewne nasi współobywatele dojrzeją, wtedy obudzimy się w nowych latach dziewięćdziesiątych. Nie jestem jednak pewien, czy chciałbym by do tego doszło, zanim zmądrzeją. 

W przeciwnym wypadku znów czeka nas droga po kole.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na portalu agencji Rosbałt: http://www.rosbalt.ru/blogs/2015/09/18/1441678.html







*Siergiej Szelin (ur. 1955), petersburski dziennikarz, publicysta orientacji demokratycznej. W przeszłości za-ca red. naczelnego tygodnika "Dieło" i petersburskiej gazety "Wiecziernij Pietierburg". Jego teksty ukazują się na łamach prasy petersburskiej i moskiewskiej ("The New Times", "Nowaja Gazieta", "Fontanka.ru", "Rosbalt.ru"). 












Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 





wtorek, 22 września 2015

Dlaczego na Kremlu cieszą się z blokady Krymu?



Od aneksji Krymu upłynęło blisko półtora roku. Wielkie związane z nią emocje w społeczeństwie rosyjskim zaczęły ugasać. A jednak nieoczekiwanie dla siebie Kreml znalazł sposób, by wezwanie "Krymnasz" znów nabrało siły mobilizacyjnej. Jak uważa moskiewski dziennikarz orientacji demokratycznej Andriej Kolesnikow sprawiła to paradoksalnie zorganizowana przez Tatarów Krymskich i "Prawy Sektor" blokada żywnościowa półwyspu. O Krymie przypomniano sobie na świecie. Ale dla władz rosyjskich to cenny podarunek. Kremlowi zależy przede wszystkim na tym, by utrzymywać na świecie szereg punktów zapalnych umożliwiających prowadzenie gry z Zachodem. Jednak podkładając na Krymie, w Donbasie, Arktyce i w Syrii geopolityczne miny władze rosyjskie prowadzą ryzykowną grę. Na lata podkładają trudną do rozbrojenia minę także pod własnym krajem.



Autor: Andriej Kolesnikow





Od jakiegoś czasu w społeczeństwie rosyjskim zaczęły wygasać emocje związane z aneksją Krymu. Teraz jednak Kremlowi dzięki blokadzie żywnościowej półwyspu udaje się je podgrzać na nowo. 




Gdyby po ukraińskiej stronie nie wprowadzono blokady żywnościowej Krymu, podobne rozwiązanie powinni byli zaproponować kremlowscy specjaliści w zakresie technologii politycznych. Zaczęło słabnąć działanie o charakterze anestetycznym, jakie na Rosjan i mieszkańców Krymu wywierał mitologiczny slogan "Krymnasz". Z ideologicznego punktu widzenia swą atrakcyjność utracił także Donbas, trzeba więc było do politycznego menu dodać Syrię, a społeczeństwo zaintrygować wielkim korupcyjnym skandalem w Republice Komi (jak zażartował jeden z moich kolegów, sprawą KomPartii) (autor wspomina o niedawnym aresztowaniu gubernatora i niemal całego kierownictwa autonomicznej Republiki Komi - "mediawRosji")


Regeneracja


Ale okazuje się, iż głupota, albo wybuch emocji pozwalają dokonać regeneracji wystrzelonego już pocisku. Więc znów do krymskiej arki z "oleandrów i bugenwilli" (Josif Brodski) powrócił duch żołnierski, nastrój oblężonej twierdzy i obywatelskiej konfrontacji. Dzięki temu, ponownie, wydawałoby się w pustej przestrzeni można było wzbudzić falę "krymnaszyzmu". Wystarczyło pomachać na południowym brzegu koszulkami z podobizną Chruszczowa ("Krym przekazałem") i Putina ("Krym przyjąłem").

Nie tak łatwo ocenić rzeczywiste poparcie, jakim na Krymie cieszy się Rosja i jej przywódca. Nie chodzi nawet o to, iż brak jest wiarygodnej statystyki wyborczej i danych socjologicznych.

Nie tyle Krym przejął Rosję, o ile Rosja nie przyjęła Krymu.


Krym: niewiele da się ukraść


Niechętnie na Krym idzie biznes. Niewiele dzieje się w handlu nieruchomościami. Wszelkie transakcje przeprowadzane są za gotówkę. Ceny na Krymie zbliżone są do moskiewskich, tak jak niegdyś do kijowskich. Samoloty latają tu i tam, ale z logistycznego punktu widzenia jest w tym wielki chaos. `O promie z Kerczu w ogóle nie warto mówić. Jednym z ważnych sygnałów, jest nieobecność na Krymie Sbierbanku. Prowadząca przez przełęcz droga z Symferopola do Ałuszty została rozszerzona do połowy jeszcze w czasach starego reżimu (ostatni prezent Janukowicza), ale teraz nie udało się jej wyremontować do końca. I tak naprawdę, nie wiele da się tu ukraść.

Logiczne jest jedno: symbol i świątynię  niekoniecznie trzeba wykorzystywać w czysto bytowym planie, a już tym bardziej wydawać na nie pieniądze, zwłaszcza gdy nie starcza ich dla samych siebie.


Jednak długie życie w charakterze symbolu nie może być zbyt wygodne, zwłaszcza dla miejscowych mieszkańców.

Blokada na nowo pobudza emocje mobilizacyjne, które z obiektywne punktu widzenia powinny dawno wygasnąć. Nawet inflację importowaną z Moskwy można teraz zrzucić na Ukrainę.

Jak to zwykle bywa w takich wypadkach, na celowniku znajdują się władze polityczne, ale obrywają zwykli ludzie i ich wzajemne kontakty. Gospodarka rynkowa - formalna i nieformalna - pozwala ludziom przeżyć w dowolnych okolicznościach. Kiedy podejmowana jest próba jej powstrzymania, zatrzymuje się wszystko.


Rozpad imperium: kontynuacja


Owe tańce wokół półwyspu są kontynuacją procesu rozpadu imperium. Przebiega on wolniej niż można się było spodziewać, przeszło ćwierć wieku, a do finału daleko. Rosja i jej elity wciąż czują się spadkobiercami kontrolującej imperium metropolii. Stąd ich relatywnie chłodne uczucia wobec Krymu, jest to w końcu terytorium zaludnione przez ludzi niezbyt zamożnych. Ale uczucia rosyjskich władz i elit mogą być też rozpalone niczym gorący krymski pieróg "czeburek". To wtedy, gdy trzeba okazać miłość do Krymu jako symbolu z wymyślonymi staroruskimi "świątyniami".

Krym i jego mieszkańcy stali się zakładnikami tego przedłużającego się rozpadu imperium. I co zrozumiałe, zakładnikiem tego procesu stal się także wybitny działacz ruchu na rzecz praw człowieka Mustafa Dżemilew. Tę rolę narzuciła mu historia już w 1944 roku, gdy przeprowadzono deportację całego narodu tatarskiego. Dżemilew jest jednym z organizatorów blokady, jednak z punktu widzenia historii, nie chcący została ona sprowokowana przez Moskwę.

Dżemilewa i jego współtowarzyszy z czysto ludzkiego punktu widzenia łatwo zrozumieć. Ale z drugiej strony, nie zdając sobie z tego sprawy, ofiarowali oni szczodry prezent tak zakazanemu w Rosji "Prawemu Sektorowi", jak i rosyjskim władzom.

Aktualnie, w rękach prowadzących swoją grę polityków rosyjskich, znalazło się kilka kart, mają one charakter sytuacyjny, jednak w grze znajdować się będą długo: są to, na w pół zamrożony Donbas, zamrożona sama z siebie Arktyka, gorąca Syria i z klimatycznego punktu widzenia "aksamitny" Krym.

Im więcej istnieje punktów zapalnych, przy pomocy których można drażnić Zachód i utrzymywać jego mobilizację, tym w oczach ludzi artykułujących rosyjską politykę wewnętrzną i zewnętrzną lepiej dla samej Rosji, a dokładniej mówiąc dla jej aktualnych władz. Nie da się o nich zapomnieć, siedząc przy wielkiej szachownicy, wciąż biorą udział w grze, dyktują jej zasady, przenoszą masy ludzkie i granice.

Władzom rosyjskim wydaje się, że dyktują budowę nowego światowego porządku. W rzeczywistości jednak, uczestniczą w konstruowania światowego chaosu. Taki jest skutek podkładania min geopolitycznych, które pozostaną czynne przez dziesięciolecia. I taką minę władze rosyjskie podkładają także pod własnym krajem.



Tłumaczenie: ZDZ



Oryginał został opublikowany na portalu gazeta.ru: http://www.gazeta.ru/comments/column/kolesnikov/7770191.shtml



*Andriej Kolesnikow (ur. 1965), moskiewski dziennikarz orientacji liberalnej. Obecnie jest szefem programu "Rosyjska polityka wewnętrzna i instytucje polityczne" prowadzonego przez moskiewskie centrum Fundacji Carnegie. Jest członkiem Komitetu Inicjatyw Obywatelskich Aleksieja Kudrina. Publikuje felietony na łamach gazety Wiedomosti i portalu gazeta.ru. Jest autorem kilku książek, w tym biografii politycznej Anatolija Czubajsa. 







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 


sobota, 19 września 2015

Cena ropy, kryzys i co z tego może wyniknąć….



Rosyjskie i zagraniczne media alarmują. Masowo ukazują się publikacje rysujące w czarnych barwach przyszłość gospodarki rosyjskiej i skutki kryzysu dla obywateli. Profesjonalni eksperci zachowują umiar, ostrożniej dobierają słowa, analizują rożne scenariusze rozwoju wydarzeń. Michail Dimtriew cieszy się reputacją eksperta obdarzonego szczególną intuicją, jego prognozy z roku 2008 przewidujące zbliżającą się falę masowych protestów okazały się trafne. W latach 2011-2012 Rosjanie wyszli na ulicę, protestując przeciw fałszerstwom wyborczym i powrotowi na Kreml Władimira Putina. W niniejszym artykule, podkreślając znaczenie jakie mają dla Rosji dochody ze sprzedaży ropy i gazu Dmitriew wskazuje jak ich cena - 40, a może 50 dolarów za baryłkę - może wpłynąć na rozwój sytuacji w gospodarce i nastroje społeczne.




Autor: Michaił Dmitriew





W najbliższych latach cena ropy naftowej na rynkach światowej będzie miała zasadnicze znaczenie dla gospodarki rosyjskiej i budżetu. 




W lipcu 2015 ponownie zaczęły pogarszać się nastroje społeczeństwa rosyjskiego. Na razie o zmianie tej świadczy silna obniżka publikowanego przez Sberbank indeksu nastrojów finansowych (urząd statystyczny Rosstat publikuje swoje dane z poślizgiem, raz na kwartał). Mimo że dane te odnoszą się do jednego, mało reprezentatywnego  miesiąca lata, to biorąc pod uwagę wydarzenia sierpnia trudno oczekiwać istotnej zmiany tych nastrojów na lepsze.
To w lipcu zaczął się na dobre spadek cen ropy. Jednak, jak się zdaje, większe znaczenie ma tu kumulujące się od jakiegoś czasu odczuwane przez społeczeństwo zmęczenie kryzysem. 


Nie chcemy oszczędzać


O ile w pierwszym półroczu poziom oszczędności indywidualnych był bardzo wysoki (mniej więcej trzy razy wyższy, niż w pierwszym półroczu roku ubiegłego), to obecnie widać silny spadek gotowości do oszczędzania, chyba że są to oszczędności w walutach obcych. Dochodzi do tego brak zainteresowania kredytami indywidualnymi. Jeszcze w 2014 roku wolumen kredytów konsumenckich i hipotecznych rósł, ale obecnie jesteśmy świadkami wyraźnego spadku akcji kredytowej.

Spadek wolumenu kredytów hipotecznych w pierwszym półroczu wyniósł 40%. Wcześniej obserwowaliśmy spadek stopy oszczędności, ale ludzi stać było na to aby nie oszczędzać, wprost przeciwnie mogli pozwolić sobie na kredyty. Obecnie nie ma ani kredytów, ani oszczędności, co oznaczać może, że konsumentów ogarnął nastrój skrajnego pesymizmu. Społeczeństwu brak środków, aby przygotować się na gorsze czasy. Nie jest ono też w stanie zachować dotychczasowego poziomu konsumpcyjnego poprzez zaciąganie kredytów.

Jasne jest, że sierpniowe osłabienie rubla wzmocni pesymizm wśród ludzi.
Realne dochody ludności spadły w drugim kwartale o ponad 4,5%. Przyjąć można, że w tym samym stopniu straciły wartość emerytury. Jednocześnie dane Rosstatu pokazują o wiele większy spadek płac realnych, maksymalna wartość tego wskaźnika wynosiła 10%, choć sytuacja ostatnio nieco się polepszyła. Także wskaźnik sprzedaży detalicznej, najlepiej ilustrujący poziom konsumpcji obniżył się o niemal 10%, pod tym względem także nie widać oznak, by sytuacja uległa poprawie. Możliwości zastępowania importu rodzimymi produktami zostały niemal wyczerpane. Taka substytucja, która była do osiągnięcia została dokonana jeszcze w początkach bieżącego roku.


Biedniejemy: obywatele i przedsiębiorstwa


Również duża część świadczeń socjalnych ulegnie w ujęciu realnym znaczącemu ograniczeniu. Udział świadczeń socjalnych w dochodach ludności w okresie sprzed kryzysu osiągnął poziom bliski historycznemu maksimum, to oznacza że jest z czego dokonywać obniżek.

Wywołana dewaluacją spirala wzrostu cen towarów importowanych doprowadzi niechybnie do spadku spożycia brutto. Towarzyszącym czynnikiem hamującym stanie się redukcja popytu. Dwie trzecie konsumpcji przypada na popyt konsumpcyjny. Nie ma tu dobrych perspektyw, ani dla wytwórczości ani w sektorze usług związanych z rynkiem konsumpcyjnym.  Musimy liczyć się z perspektywą spadku zasobów przedsiębiorstw. Będzie on następstwem wywołanej gwałtownym spadkiem cen eksportowanych surowców redukcji przychodów. W rezultacie dokonuje się znaczny spadek majętności wszystkich podstawowych podmiotów gospodarki, tak biznesu jak i ludności.



Ceny ropy: od 30 do 70 dolarów



Nie ma podstaw dla nadmiernego pesymizmu


Kolejna dewaluacja rubla i głęboki kryzys cen ropy naftowej nie uzasadniają weryfikacji najbardziej wiarygodnych prognoz średniookresowych. Rynki surowcowe mogą rzeczywiście przyhamować na czas dłuższy. Tak się stanie, jeżeli obecny bieg wydarzeń w Chinach przyniesie na tyle fatalne rezultaty, że odbije się to negatywnie na gospodarkach innych krajów, w tym USA.

Na razie obserwujemy chwilową paniczną reakcję inwestorów. Jednak wzrost Chin trwał będzie nadal. W ramach obecnego kryzysu nie ujawniła się gigantyczna bańką na rynkach finansowych w krajach rozwiniętych, tak jak to było w roku 2008. Jest więc za wcześnie, aby mówić o popadnięciu Rosji w tragiczną sytuację. Nie ma podstaw dla nadmiernego pesymizmu. Jednak od sierpnia obserwujemy rosnącą niepewność co do perspektyw gospodarki światowej. Te nastroje zmuszają nas, by prezentując najbardziej pesymistyczny dla Rosji scenariusz (jednak nie najbardziej wiarygodny)  dokonać korekty  w dół wskaźników scenariusza najbardziej pesymistycznego i alarmującego dla Rosji.

Na razie fluktuacje cen ropy i kursu walutowego nie oznaczają fundamentalnych zmian dla naszego budżetu. Po pierwsze wydaje się, że osłabienie rubla było większe, niż wynikałoby to ze spadku cen ropy. Tym samym generowane przez sektor naftowo-gazowy dochody budżetu w wyrażeniu rublowym nie wykażą istotnego spadku, co sprawi że da się pokryć tegoroczne wydatki budżetowe bez znaczącego zapożyczania się na rynku finansowym i pokrywania deficytu z Funduszu Rezerwowego.


Ważne są średnie ceny roczne


Trudno jest snuć prognozy na rok przyszły. Większość graczy na rynku naftowym bierze pod uwagę możliwość krótkookresowego spadku cen ropy do 43-45 dolarów za baryłkę, chociaż prognoza ta nie jest uważana za najbardziej prawdopodobną. Rynek ropy może obecnie szukać krótkookresowej równowagi w szerokim zakresie cen od $30 do $70 za baryłkę. Dla dowolnej z takich cen popyt i podaż mogą się mniej więcej równoważyć, nie reagując doraźnie na cenę.

Jeśli cena ropy spadnie ponownie nie będzie to oznaczać, że zatrzyma się ona na tym poziomie przez kolejne dwa lub trzy lata. Rozstrzygające dla stabilności rosyjskiego budżetu są średnie ceny roczne. W roku bieżącym cena średnia, zgodnie z oczekiwaniami budżetowymi, ma wynieść 50 dolarów lub nieco więcej.



Stress test: 40 dolarów za baryłkę



W przypadku cen na poziome 40 dolarów za baryłkę - zanalizujmy ten scenariusz jako krytyczny - budżet państwa pozbawiony zostaje dodatkowych przychodów, jakich dostarczyć powinien  eksport, co skutkować będzie jeszcze głębszym spadkiem PKB. Dalej nastąpi zduszenie zarówno zagregowanego popytu, jak i możliwości inwestycyjnych. Gospodarka, która już przeżywa kryzys wyhamuje jeszcze bardziej.

Aby zrównoważyć budżet potrzebne będą poważne cięcia wydatków. Ich skala może znacznie przekroczyć 10% i trudno powiedzieć w jakich dziedzinach będzie trzeba je przeprowadzić. Problemu nie da się rozwiązać jedynie poprzez zmniejszenie emerytur.

Bardziej prawdopodobne jest, że dodatkowo trzeba będzie uciec się do cięć w innych pozycjach wydatków. Przede wszystkim, przy takiej cenie ropy gwałtownie spadną dochody budżetów regionalnych zasilanych głównie z podatku dochodowego i od wynagrodzeń. Przy obecnej cenie ropy spodziewamy się w roku bieżącym skurczenia się realnych dochodów budżetów regionalnych o około 10%. Jeśli w 2016 roku niska cena ropy utrzyma się dłużej,   spodziewać się należy spadku o dalsze 10%.


Drukowanie pieniędzy pogorszy sytuację


W takiej sytuacji dodrukowanie pieniądza nie zapewni władzom ani szczególnych korzyści, ani efektu propagandowego, a jedynie pogorszy sytuację. Jeśli za pieniądzem nie będzie stał rzeczywisty wzrost gospodarczy, to niemal na pewno dojdzie do pogoni za walutami obcymi i szybko staniemy się świadkami spirali inflacyjno-deflacyjnej, tak jak działo się to na Białorusi w latach 2011-2012, przed i po wyborze prezydenta Łukaszenki. Podobny mechanizm zadziałał również w ostatnim okresie na Ukrainie.

Na największy uszczerbek wystawione zostaną emerytury i płace sfery publicznej. Ze względów politycznych trudno ich nie indeksować, lub je obniżać, szczególnie wobec powszechnego spadku nastojów społecznych. Przy scenariuszu „40 dolarów za baryłkę” nie starczy zasobów Funduszu Rezerwowego i Funduszu Bogactwa Narodowego, aby w okresie trzech, czy czterech lat pokrywać niedobór dochodów budżetu. Tak czy inaczej staniemy wówczas przed koniecznością monetyzacji  deficytu budżetowego czyli pośredniego lub bezpośredniego zapożyczania się pod zabezpieczenie kredytami z Banku Rosji, co doprowadzi do nadmiernego wzrostu podaży pieniądza.

W skrajnej wersji rozwoju wypadków Rosja może popaść na długo w makroekonomiczną nierównowagę przy szalejącej inflacji i  niestabilnym, nic nie wartym rublu. Zniknie gospodarczy rozwój, dojdzie do długotrwałego spadku poziomu życia.  Trwał będzie potężny deficyt budżetowy, którego nie da się pokryć dochodami z obrotu rynkowego.

Taki ponury obraz oglądamy dziś na Ukrainie. Przez pewien czas w takiej sytuacji pozostawała też Białoruś, lecz dzięki poprawie koniunktury na świecie i dzięki rosyjskim dotacjom udało się jej w miarę skutecznie przezwyciężyć kryzys. W Rosji przyszłość zależy całkowicie od zwyżki cen ropy, bowiem żadnych innych dźwigni wzrostu rosyjska gospodarka się nie dorobiła .

Potrzeba co najmniej dziesięciolecia, aby wykształcić inne niż eksport surowców siły napędowe wzrostu gospodarczego. Jednakże gdyby niskie ceny ropy zagościły na rynku w długiej perspektywie, to przez cały ten okres gospodarka Rosji nie będzie w stanie choćby podnieść się do poziomu sprzed kryzysu w roku 2014.


Dla ludzi: warunki skrajnie trudne


Społeczeństwo zderzy się z problemem spadku konsumpcji, z brakiem indeksacji emerytur i z rosnącym ubóstwem. W fatalnej sytuacji znajdą się ci, którzy zaciągnęli znaczne kredyty konsumpcyjne i hipoteczne. Średni udział wydatków na spłaty kredytów doszedł do 10%  dochodów indywidualnych całego społeczeństwa, przy czym dłużnicy, stanowiący 1/5 populacji konsumentów, na spłaty wydać muszą 35% swoich dochodów. Na swój sposób ucierpią odległe mono-miasta zależne od jednego zakładu czy fabryki, tam gdzie da o sobie znać spadek cen oraz popytu na surowce. Obserwowaliśmy niedawno wzorem z lat 90-tych przypadek blokady kolei transsyberyjskiej przez rozgoryczonych zamknięciem kombinatu produkcji molibdenu robotników osady Żirekien w rejonie Czity. 

Tego rodzaju przypadki będą się powtarzać. Ludzie znajdą się w skrajnie trudnych warunkach bytowych, czemu towarzyszyć będą wybuchy nagromadzonej agresji. Dzisiaj udaje się ją przekierowywać na  wrogów zewnętrznych. Istnieje jednak duże prawdopodobne, iż agresja ta ponownie znajdzie ujście wewnątrz kraju. Historia Rosji podpowiada, iż w takich okolicznościach gniew społeczny kieruje się przeciw trzem kategoriom: oligarchom, urzędnikom oraz imigrantom. Dziś o bogaczach niemal zapomniano i choć nastawienie wobec urzędników jest tradycyjnie negatywne, to jego intensywność osłabła. Także nastroje wrogie imigrantom są na poziomie bliskim wieloletniego minimum. W oparciu o nasze badania jakościowe oraz sondaże Centrum Lewady można stwierdzić, iż nasilenie negatywnych emocji wobec urzędników państwowych – wobec biurokracji jako całości, a nie przywódców – oraz obcych etnicznie  przybyszów miało miejsca pod koniec 2013 roku. Emocje te później przygasły, jednak tylko dlatego, iż agresja skierowała się na przeciwników zewnętrznych.

Jednak w warunkach głębokiego kryzysu wahadło z łatwością odchyli się w przeciwną stronę. Ludzie nie będą już tak zadowoleni i optymistyczni jak w latach 2010-2011. Ujrzymy wtedy innego wyborcę, o bardziej populistycznych żądaniach, zorientowanego bardziej na przetrwanie niż zainteresowanego rozwojem kraju. Zobaczymy wówczas nastroje społeczne podobne do tych z końca lat 1990-tych i początku 2000 roku. Władzom będzie coraz trudniej kanalizować te pełne agresji emocje.


50 dolarów za baryłkę


Nawet scenariusz, przyjęty przez nas za podstawowy, zakładający wzrost cen ropy do 70 dolarów w roku 2018 przewiduje, iż będziemy mieli do czynienia z mniej lub bardziej możliwym do opanowania deficytem budżetowym. W roku 2017 staniemy przed koniecznością redukcji wydatków z budżetu federalnego rzędu 5-7% w ujęciu realnym. Scenariusz „50 dolarów za baryłkę” komplikuje sytuację przede wszystkim dlatego, że hamuje odbudowę gospodarki, zaś dochody budżetu są bezpośrednio uzależnione od  poziomu wzrostu gospodarczego.

Nasz budżet na najbliższe trzy lata powstał przy założeniu bardzo optymistycznego tempa odbudowy rosyjskiej gospodarki. Ten wzrost przewidywany na poziomie 2,3 – 2,4%. nie będzie możliwy do osiągnięcia, jeśli uwzględnić  rosnącą niepewność co do losów gospodarki światowej.

Powszechnie akceptowane prognozy muszą być teraz korygowane w dół: w 2016 roku wzrost wyniesie poniżej 1%, w kolejnym roku 1,5% . Przy tak niskim tempie dochody budżetu będą rosnąć wolniej, niż oczekuje tego Ministerstwo Finansów.
Oznacza to, że przy cenie ropy 50 dolarów za baryłkę nasz PKB nie wróci do poziomu sprzed kryzysu wcześniej niż w 2018 roku, a dynamika dochodów budżetu w ujęciu realnym znacznie się pogorszy. Planując wydatki, przyjdzie nam o wiele bardziej zacisnąć pasa. Dokładniej mówiąc, wiemy już, że pod nóż poszły wydatki na obronność, co jeszcze do niedawna było nie do pomyślenia. Nieunikniona będzie niepełna indeksacja emerytur, do tej pory uznawano, iż musi ona odpowiadać tempu inflacji.

Propozycje te są rozpatrywane także na wypadek bardziej optymistycznego rozwoju wypadków na rynku ropy, np. gdyby cena wzrosła ponad 50 dolarów za baryłkę.


Zmęczenie kryzysem


Obraz społeczeństwa, jaki ujrzymy będzie się bardzo różnił od tego, jaki widzieliśmy po poprzednim kryzysie, gdy nastroje polityczne uległy pogorszeniu,  jednak towarzyszył im wzrost poziomu życia (do spadku dochodów realnych nie doszło nawet w 2009 roku). Wzrost spożycia ogółem w latach 2010-2014 stanowił jedną trzecią całego wzrostu odnotowanego na przestrzeni minionych 25 lat. Poprawa w tym okresie była o wiele większa, niż w latach 2005-2008.

Krótkotrwały kryzys z sierpnia nie będzie miał wielkiego znaczenia dla kształtowania nastrojów społecznych. Z tego punktu widzenia o wiele istotniejsze jest przejście kryzysu do fazy chronicznej z niepewnymi i oddalonym w czasie nadziejami na ozdrowienie i odzyskanie poprzedniego realnego poziomu spożycia. Decydującym czynnikiem może się okazać narastające wśród ludzi zmęczenie kryzysem. Dziś jeszcze nie jest ono odczuwane aż w takim stopniu.

Warto zwrócić uwagę na pewien paradoks: odsetek osób, które według sondaży Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej odczuwały w jakimś stopniu skutki kryzysu wynosił w maju 34%. Jednocześnie, według tego samego badania, optymizmu w kwestii gospodarki przybywało. Ta sytuacja dłużej trwać nie będzie.


Zagrożenie dla stabilności


Dziś należy raczej spodziewać się pogorszenia oczekiwań w odniesieniu do gospodarki, co prędzej czy później przełoży się na negatywne nastroje polityczne społeczeństwa. Co prawda, w minionych 25 latach nie zetknęliśmy się z sytuacją precedensową, w której długotrwałe pogorszenie sytuacji gospodarczej nie spowodowałoby erozji poparcia politycznego dla władz i pogorszenia nastrojów społecznych. Na razie zjawisko tego rodzaju nie daje o sobie znać. Jednak długotrwałość obecnego kryzysu sprawia, że utrzymanie podobnego status quo będzie mało prawdopodobne. Jeśli kryzys przejdzie do fazy przewlekłej zetkniemy się ze wzrostem zagrożenia dla rosyjskiej stabilności politycznej. To z kolei jeszcze bardziej ograniczy swobodę manewru władz, utrudni działania antykryzysowe i skomplikuje utrzymanie równowagi budżetowej.

Jak uczy nas doświadczenie historyczne, utrata zaufania społeczeństwa do władz na tle zjawisk kryzysowych zachodzi w Rosji z opóźnieniem 2 do 3 lat. Obecny kryzys pod względem dolegliwości jest jednym z najgorszych od 25 lat. Jednak wyróżnia go pewna cecha szczególna, uwaga społeczeństwa odwracana jest ku konfliktowi poza granicą. Punkt przełomowy dla tych nastrojów jeszcze nie nadszedł. Można przyjąć, że ich pogorszenie pojawi się z opóźnieniem, niż wynikałoby to niezadowolenia z pogarszających się warunków bytowych. Trudno powiedzieć jak będzie głębokie, gdyż po raz pierwszy stajemy wobec splotu czynników, jakimi są kryzys gospodarczy oraz ostry konflikt geopolityczny. W całym okresie Rosji post radzieckiej nie mieliśmy do czynienia z czymś podobnym.

Teoretycznie rozwój wydarzeń może się potoczyć bezkonfliktowo, jeśli władze zdążą przeprowadzić kolejne wybory w warunkach sprzyjających nastrojów społecznych. Można by wówczas mieć nadzieję, że w okresie powyborczym rosyjskie elity skupią się na poszukiwaniu skutecznych dźwigni wzrostu gospodarczego. Zauważmy przy tym, że nawet gdyby ceny ropy wzrosły do poziomu 70-80 dolarów za baryłkę, to nie zagwarantują one nam zadowalającego tempa wzrostu. Bez zmiany modelu gospodarczego Rosja pozostanie uwięziona w pułapce średniego tempa rozwoju. Władze są tego świadome, jednak nie posiadają one możliwości podjęcia poważnych działań długofalowych. Po pierwsze, dlatego, że znajdujemy się na etapie silnych zawirowań gospodarczych, uniemożliwiających prowadzenie jakichkolwiek działań o charakterze perspektywicznym. Po drugie, dlatego iż w kraju zaczyna się nowy cykl wyborczy.


Tłumaczenie Maciej Górski


Oryginał ukazał się na portalu slon.ru: https://slon.ru/posts/55670






 *Michaił Dmitriew (ur. 1961), rosyjski ekonomista, były zastępca ministra rozwoju gospodarczego i handlu, a także deputowany do parlamentu. Zajmując wysokie stanowiska Dmitriew wyróżniał się wśród rosyjskiej elity władzy  skromnym stylem życia, nie posługiwał się samochodem służbowym dla dojazdów do pracy. W latach 2005-2-14 szef Centrum Analiz Strategicznych. W swojej prognozie z roku 2008 przewidział falę niezadowolenia i protestów jaka ogarnęła rosyjskie środowiska miejskie w latach 2011-2012. W roku 2014 został brutalnie pobity w pobliżu swego domu w podmoskiewskiej miejscowości Łobnia. Obecnie jest prezesem spółki "Nowy wzrost gospodarczy". 







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 





czwartek, 17 września 2015

Kozacy: prowokatorzy i wandale



Historia nie miała dla Kozaków litości. W komunistycznym ZSRR stali się co najwyżej elementem taniego folkloru, przebrani w mundury kozackie tancerze, przy akompaniamencie harmonii, wywijali na scenie nahajkami. Upadek ZSRR przyniósł ze sobą próby powrotu do kozackiej tradycji. Nad Donem, na Kubaniu odtwarzano kozackie organizacje. Za Borysa Jelcyna aspiracje Kozaków uznano za uzasadnione, pojawiły się przepisy regulujące ich działalność. Na swój sposób wykorzystuje Kozaków rządzony przez Putina Kreml. Kojarzeni z prawosławiem i tradycją stali się instrumentem walki w obronie "tradycyjnych wartości". Petersburski dziennikarz rejestruje przykłady napadów i aktów wandalizmu organizowanych pod kozackim szyldem. Dla autora artykułu ludzie, którzy przywłaszczyli sobie miano Kozaków to w rzeczywistości „polityczni dresiarze”, „tituszki”, prowokatorzy i wandale, karnie i wiernie podporządkowujący się „trendom” i sygnałom wysyłanym społeczeństwu ze szczytów władzy.


Autor: Iwan Czesnokow





Atamani naszych czasów



Współcześni „Kozacy” nie mają nic wspólnego z tradycyjnym etosem „ludzi wolnych”.




Wraz z upadkiem w Związku Radzieckiego pojawiła się na jego terenie tęsknota za odrodzeniem Kozaczyzny. 


Pod koniec sierpnia nieznani sprawcy zniszczyli w Petersburgu płaskorzeźbę z wizerunkiem Mefistofelesa, która do niedawna ozdabiała fasadę zabytkowej kamienicy z początku XX wieku. Ten akt wandalizmu wzbudził falę oburzenia wśród mieszkańców miasta. Podczas gdy petersburżanie organizowali liczne pikiety i akcje protestacyjne, do dewastacji zabytku przyznali się członkowie tajemniczej organizacji „Kozacy Petersburga”. To kontrowersyjne stowarzyszenie zasłynęło już z całego szeregu podobnych akcji. Jego członkowie m.in. stłukli szybę w muzeum Nabokova, usiłowali zakłócić wykład dyrektora Ermitażu, Michaiła Piotrowskiego. Umieścili także obraźliwe napisy na murach zabytkowego budynku, będącego siedzibą Centrum Kulturalno-Oświatowego „Tkacze”, wyrażając w ten sposób dezaprobatę wobec przygotowanej przez Marata Gelmana wystawy pod tytułem „Icons” (Marat Gelman jest właścicielem galerii, publicystą, mecenasem sztuki wspołczesnej. Wystawa prezentowała prace 25 artystów wystawiane przedtem w kierowanym przez niego Muzeum Sztuki Współczesnej w Permie. Gelman wyemigrował z Rosji, mieszka obecnie w Czarnogórze - "mediawRosji"). Dziennikarz portalu yodnews.ru porównuje tradycje dawnych „ludzi wolnych” ze współczesnymi samozwańczymi „Kozakami”.


Ewenement na skalę światową


Kozactwo narodziło się w XV-XVII w. na obszarach należących do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego oraz do Rzeczypospolitej. Fundamentem tej nowej warstwy społecznej stali się przede wszystkim wojskowi, a także wszelkiego rodzaju tzw. „ludzie wolni”. Dominowali wśród nich wyznawcy prawosławia. Już pod koniec XIV wieku dorzecza i ujścia takich rzek centralnej Eurazji, jak Wołga, Dniepr, Jaik czy Don stały się ważnymi szlakami handlowymi. I to właśnie tam uformowało się kilka potężnych społeczności kozackich. Stopniowo zaczęli się do nich przyłączać nowi osadnicy - przesiedleńcy z sąsiednich księstw i ziem. Pod koniec XVI w. największymi organizacjami tego typu były dwa autonomiczne terytoria: Wolność Wojska Zaporoskiego oraz Główne Wojsko Dońskie. Z czasem obie te autonomie weszły w skład Imperium Rosyjskiego.

Jednostki wojskowe złożone z Kozaków zawsze wchodziły w skład większych państwowych formacji wojskowych. Swoich Kozaków miała nie tylko carska Rosja (a nawet Związek Radziecki), ale także takie państwa, jak Rzeczpospolita, Ukraińska Republika Ludowa czy zależna od Japonii Mandżuria. Mimo pewnych różnic w elementach wyposażenia i uzbrojeniu (na przykład na terenach podległych Japonii zamiast szabel Kozacy używali katan, czyli mieczy samurajskich), Kozacy zawsze pozostawali spójną i samoistną społecznością. Cechowało ich poczucie odrębności, niezależności i silnych związków z prawosławną, „ruską” kulturą. Nic zatem dziwnego, że podejmowane przez Imperium Rosyjskie w XVII-XVIII w. działania, zmierzające do unifikacji Kozaków i wcielenia ich do struktur państwowych, nierzadko kończyły się falami masowych rozruchów. Przywódcami najsłynniejszych buntów kozackich byli Kondratij Buławin - ataman Kozaków Dońskich oraz Jemieljan Pugaczow, również doński Kozak, który za czasów Katarzyny II stanął na czele powstania chłopskiego w latach 1773-1775. Po stłumieniu powstania Buławina Kozaków Dońskich oficjalnie pozbawiono niezależności. Natomiast po klęsce Pugaczowa caryca, obawiając się, że do buntowników mogliby przyłączyć się Zaporożcy, nakazała prewencyjne zlikwidowanie Siczy Zaporoskiej. Z tych samych względów pozbawiła autonomii wszelkie inne ówczesne formacje kozackie.

Równolegle do „rozkułaczania” chłopstwa bolszewicy realizowali plan systematycznej likwidacji społeczności kozackich. Na skutek tzw. polityki „rozkozaczania” Kozacy zostali pozbawieni wszystkiego – ziemi i autonomii wojskowo-politycznej.

Jeszcze w XIX wieku „ludzie wolni” stanowili zupełnie odrębną warstwę społeczną. Do ich zadań należała obrona granic państwa, udział w wojnach i służba w osobistej ochronie samego cara. W zamian Kozacy byli zwolnieni z płacenia podatków i mieli prawo do użytkowania ziemi. Wszystkie te przywileje stracili na skutek wybuchu wojny domowej 1917-1924. Ponieważ Kozacy masowo opowiedzieli się po stronie „białych”, bolszewicy za karę poddali ich masowym represjom i zabrali im wszystko – ziemię, autonomię, przywileje i prawa polityczne. Cała ogromna społeczność, która w czasach carskich słynna była daleko poza granicami Imperium Rosyjskiego, po rewolucji październikowej niemal zniknęła bez śladu.


Odrodzenie czy fikcja

Na mocy dekretu pierwszego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna w 1992 r. Kozaków zaliczono do grona narodów represjonowanych, podlegających rehabilitacji. Unieważnione zostały wszystkie ograniczenia, narzucone Kozakom przez bolszewików, dzięki czemu mogły powstać pierwsze współczesne organizacje i związki kozackie. Społeczność kozacka powoli się odradzała, nie stworzyła jednak żadnego nadrzędnego organu, zrzeszającego i kontrolującego wszystkie te rozdrobnione struktury. Obecnie kozactwo dzieli się na dwie główne kategorie: Kozaków rejestrowych oraz nierejestrowych. Pierwszą grupę tworzą osoby wpisane do rejestru prowadzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Funkcję organu doradczego przy ministerstwie pełni Rada ds. Kozactwa przy Prezydencie FR. Kozacy rejestrowi są funkcjonariuszami państwowymi, pracują m.in. w służbach ochrony zabytków i świątyń, pilnują porządku publicznego, służą w formacjach pogranicznych oraz w jednostkach antyterrorystycznych. Ustawodawca nie sprecyzował jednak w odpowiednich aktach prawnych, co konkretnie należy do ich obowiązków. Rejestrowi mają również własne zhierarchizowane struktury.


Wielu mieszkańcom St. Petersburga nie spodobało się samowolne usunięcie przez Kozaków zabytkowej rzeźby Mefistofelesa. 


Nadrzędne organizacje wojskowe podzielone są według regionów, np. Dońska Wojskowa Organizacja Kozacka, Wojska Centralne itd. Z kolei każda Organizacja Wojskowa dzieli się na jednostki okręgowe, te - na jednostki rejonowe; niżej w hierarchii stoją jednostki miejskie i stanice. Każda komórka organizacyjna podlega kontroli ze strony dowództwa (starejszyn) lub nadrzędnego okręgu kozackiego. Generałów-atamanów, dowodzących konkretną jednostką, mianuje prezydent. Od 2010 r. każde towarzystwo czy związek zrzeszający rejestrowych Kozaków ma zunifikowane mundury, stopnie i legitymacje służbowe. Specjalnym aktem prawnym uregulowano też kwestię prawa do noszenia broni białej (np. szabel). Dotacje dla struktur kozackich wypłacane są zazwyczaj na realizację konkretnego zadania, a same środki finansowe pochodzą z budżetów lokalnych.


Stereotypy

Na przestrzeni ostatnich lat sformował się określony stereotyp Kozaków. W świadomości społecznej Kozacy to ci, którzy patrolują ulice albo pilnują porządku na imprezach masowych i festiwalach. Nawiasem mówiąc, wielu Kozaków uważa, że takie zadania są dla nich zbyt „błahe”, dlatego po jakimś czasie niektórzy się wyrejestrowują. „Liderzy prawdziwego kozactwa opuścili szeregi oficjalnego ruchu, zwanego «kozackim odrodzeniem”. Oficjalne stowarzyszenia ich rozczarowały. Część z nich działa jeszcze w organizacjach pozarządowych, ale jedynie w kilku wybranych. Skupiają się raczej na rodzinie, wychowują dzieci i wnuki w duchu kozackich tradycji. I nic ponad to. Natomiast w tak zwanym «new-kozactwie» nie ma już niczego autentycznego, została tylko sama nazwa” – tłumaczy Aleksiej Zaborowski, przewodniczący Kozackiego Centrum Analityczno-Informacyjnego. Jego opinia znajduje potwierdzenie w działaniach ludzi, którzy sami siebie nazywają „Kozakami”, nierzadko są nawet zarejestrowani w odpowiednich strukturach, ale jednocześnie prowokacyjnie i z premedytacją łamią prawo. Dowodem mogą być poniższe historie.


Garażowe "Tituszki"

Jesienią 2014 r. nieznani sprawcy, ubrani w czarne mundury Fundacji na rzecz Rozwoju i Dobrobytu (FRD), aktywnie uczestniczyli w nielegalnej rozbiórce garaży przy Szosie Dmitrowskiej w Moskwie. Pobili wtedy kilku mieszkańców, a także Dmitrija Czugunowa, członka Izby Społecznej (Izba Społeczna powoływana w specjalnym trybie nazywana jest trzecią izbą parlamentu rosyjskiego - "mediawRosji").




Jurij Ursu, pomocnik deputowanego Moskiewskiej Dumy Miejskiej Andrieja Kłyczkowa, skomentował całe zajście na swoim blogu. Jego zdaniem fundacja FDR jest powiązana z pozarządową organizacją „Oficerowie Rosji” oraz z Centralnym Wojskiem Kozackim. Jak się okazuje, pracownicy FRD to prowokatorzy, którzy napadali na punkty agitacyjne Kłyczkowa w czasie trwania jego kampanii wyborczej do władz lokalnych. Konkurentem Kłyczkowa był wtedy członek „Jednej Rosji” Władimir Zotow, jawnie wspierający Rejonową Organizację Kozaków Rejestrowych (ROKR) „Jugo-Wostok” z Siergiejem Szyszkinem na czele. Działalność ROKR budziła wtedy wiele zastrzeżeń nawet wśród samych Kozaków.


"New-kozactwo"? Kozackie jedynie z nazwy


Na walnym zebraniu Moskiewskiego Okręgowego Towarzystwa Kozackiego (MOTK) podjęta została decyzja o wykluczeniu z jego szeregów organizacji ROKR „Jugo-Wostok”. Podobną uchwałę przyjęło Centralne Wojsko Kozackie. „Pytanie, czy wykluczyć ROKR „Jugo-Wostok” z szeregów MOTK, a co za tym idzie – z Centralnego Wojska Kozackiego, zadawano od dawna. Dyskutowaliśmy nad tym problemem wielokrotnie. Zwolennicy Szyszkina zdążyli już wtedy otrzymać niejedną naganę – opowiada Aleksiej Zaborowski. – Wszystkie nasze przedsięwzięcia i decyzje organizacyjne ignorowali, na walne zebrania nie przychodzili. A w którymś momencie spróbowali nawet utworzyć własne, niezależne Towarzystwo Okręgowe. Nielegalność decyzji wydawanych przez tych samozwańców musieliśmy potem udowadniać na drodze sądowej”. Mimo tych wszystkich zawirowań, po wprowadzeniu kilku zmian personalnych i niewielkiej restrukturyzacji, ROKR „Jugo-Wostok” w bieżącym roku znów stała się członkiem Centralnego Wojska Kozackiego.


Precz z natchnionym bluźnierstwem


W 2012 roku na terenie centrum sztuki współczesnej „Winzawod”, w galerii Marata Gelmana, została otwarta wystawa artystki Jewgienii Malcewej pod tytułem „Natchnione bluźnierstwo”. Zaprezentowano tam ikony stylizowane na malarstwo znanej ze skandali grupy Pussy Riot. Uroczyste otwarcie wystawy zakończyło się bójkami i zatrzymaniami. Kozacy i członkowie Eurazjatyckiego Związku Młodzieży wyrazili w ten sposób swoje święte oburzenie wobec organizatorów wystawy.

20 września pod „Winzawodem” pojawiło się około 50 agresywnych osób, które groziły, że „spalą to wszystko w diabły”. Ochroniarze uniemożliwili im wejście na teren wystawy, na co Kozacy i prawosławni aktywiści oświadczyli: „Skoro nam nie wolno, to w ogóle nikt tu wejdzie”. Zablokowali wejście, po czym zaczęli prowokować niedoszłych zwiedzających. Atmosfera robiła się coraz bardziej nerwowa. Niektórzy Kozacy przyszli z nahajkami, więc policja musiała użyć siły, by im odebrać te dość niebezpieczne narzędzia. Potem ktoś wezwał OMON, kilka osób zostało zatrzymanych. Co ciekawe, niezidentyfikowani „Kozacy” natychmiast rozpłynęli się w powietrzu, gdy tylko policjanci napomknęli, że osoby zakłócające porządek zostaną zatrzymane do wyjaśnienia.


Kozacka Sicz w Soczi


W przeddzień zakończenia Olimpiady 2014 do Soczi przyjechały Nadieżda Tołokonnikowa i Marija Alochina. Kiedy w okolicach portu morskiego dziewczyny nagrywały nowy teledysk, napadli na nie niezidentyfikowani Kozacy. Sprawcy dotkliwie pobili piosenkarki nahajkami, siłą zerwali im z głów kominiarki, pryskali im w oczy gazem łzawiącym. Obrażeń doznały też osoby postronne: dla męża Tołokonnikowej, Piotra Wierziłowa, całe zajście zakończyło się chemicznymi oparzeniami oczu pierwszego stopnia, natomiast Aleksiej Kniedlakowski doznał urazów głowy. Pobijane i całe w siniakach, Pussy Riot zakończyły jednak pracę nad teledyskiem. Wierziłow opowiada, że całej awanturze przyglądała się grupa policjantów, ale żaden z nich nawet nie próbował interweniować. Jakiś czas później lokalna policja oświadczyła, że organizator napadu został zatrzymany i zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za wykroczenie. Organy ścigania nie ujawniły jednak personaliów zatrzymanego.



Atak Kozaków na dziewczyny z Pussy Riot na krótko przed Olimpiadą w Soczi spotkał się z ostrą krytyką w światowych mediach. 



Incydent natychmiast został skomentowany przez zastępcę atamana Wojsk Kozackich Kubania, Walerija Jefremowa. Ataman oświadczył, że Kozacy rejestrowi nie mają nic wspólnego z pobiciem Pussy Riot. Co ciekawe, dziennikarze lokalnej gazety wkrótce opublikowali dokument, z którego wynikało, że przedstawiciele kozackiego Czarnomorskiego Okręgowego Związku Wojsk Kozackich Kubania rzekomo złożyli na Tołonnikową i Aliochinę skargę do prokuratury w Soczi. W dokumencie napisano: „już wcześniej obraziły nasze uczucia religijne, wyśpiewując punkowe „modlitwy” w soborze Chrystusa Zbawiciela. Oficjalnie oświadczamy, że nie pozwolimy im na tego rodzaju wybryki na terenie naszego ukochanego miasta – stolicy zimowych Igrzysk Olimpijskich”. Ani sam związek kozacki, ani miejscowa prokuratura nie potwierdziły informacji o oryginalności tego oświadczenia. Amerykańska piosenkarka Madonna w swoim komentarzu na Instagramie ostro skrytykowała działania Kozaków i władz rosyjskich: „To jakiś żart? Policja w Rosji naprawdę tak bardzo boi się Pussy Riot i nagrywania clipów na ulicy? Oni tam mają średniowiecze? Boże, błogosław P.R. za ich niezwykłą odwagę”.


Prawdziwi spadkobiercy kozackiego etosu wolą kultywować tradycje w kręgu rodziny, nie na wiecach


Historia z pobiciem Pussy Riot podzieliła kozacką społeczność na dwa obozy. Grigorij Uczkurow, przewodniczący Centralnego Rejonowego Towarzystwa Kozackiego w Soczi zamieścił w sieci informację o tym, że wie, kto napadł na członkinie zespołu. Jego zdaniem byli to: ataman Centralnego Rejonowego Towarzystwa Kozackiego Nikołaj Kuca oraz dowódca jego drużyny Witalij Koskin. Następnie Uczkurow napisał list otwarty do gubernatora Kraju Krasnodarskiego Aleksandra Tkaczowa i wezwał go do przywrócenia porządku w szeregach kozackich. Jednocześnie zarzucił kłamstwo Jefremowowi, zastępcy atamana Wojsk Kozackich Kubania: „Co więcej, pełniąc zaszczytną funkcję zastępcy atamana WKK, nie przeprosił za całe zajście, lecz kłamliwie oświadczył, że sprawcami pobicia nie byli kozacy rejestrowi. (…) Kozacy (tj. drużyna niemal w całości składająca się z etatowych funkcjonariuszy), którzy niegdyś byli przysłowiową duszą i oczyma narodu, dziś pod rządami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych upadli tak nisko, że stali się co najwyżej sługusami swoich mocodawców z MSW”.


Kilka dni później autora listu, Grigorija Uczkurowa usunięto z Centralnego Rejonowego Towarzystwa Kozackiego.


"Kozackie pomysły na biznes"


W listopadzie 2014 r. w Petersburgu otwarto pierwszy kozacki „prawosławny zakład fryzjerski”. Jego właścicielem był Andriej Polakow, ataman nierejestrowego towarzystwa kozackiego „Prawosławny Związek Kozaków «Ibris»”. Jego rozreklamowany salon w zasadzie niczym specjalnym się nie wyróżniał. Może z jednym wyjątkiem, przy wejściu wisiała ikona Matki Boskiej, a klientów strzygł prawosławny mistrz nożyc i brzytwy.

Opinia publiczna podzieliła się w tej kwestii na dwa obozy: jednym „pobożny” zakład fryzjerski bardzo się spodobał, inni ostro krytykowali całe przedsięwzięcie. Deputowany petersburskiego Zgromadzenia Prawodawczego Wiaczesław Notiag oświadczył: „Do dziś nie mogę pojąć, czemu prokuratura nie wydała nakazu zamknięcia tego salonu. Przecież Rosja jest państwem świeckim! Dlaczego nie mogę się ostrzyc w dowolnym zakładzie? To jak w tej anegdocie: stoi sobie piękny budynek, a na jego froncie wisi wielki zegar. Do budynku wchodzi jakiś człowiek i mówi do portiera: — «Dzień dobry, przyszedłem w sprawie zegara». — «Pomylił pan adres, my tutaj dokonujemy obrzezań.» — «W takim razie po co wam ten zegar nad wejściem?» — «A niby co innego, pana zdaniem, mielibyśmy tam powiesić?!»”.

Natomiast sam Polakow dzielnie odpierał ataki swoich oponentów: „Oni, ci ateiści, są opętani przez biesa, ich trzeba na arkan łapać i siłą ciągnąć do cerkwi. Oni dosłownie plują jadem, to nie przenośnia. I takich ludzi jak deputowany Notiag ciągle przybywa. Ale sklepy mięsne, gdzie wieprzowiny ze świecą szukać, to już mu nie przeszkadzają, nie? Ale sekty, które doprowadzają ludzi do ubóstwa, to go nie martwią? Świadkami Jehowy by się lepiej zajął! Nasz kraj do 1917 roku był prawosławny i wszyscy zagraniczni specjaliści po przyjeździe do Rosji przechodzili na prawosławie. A taki Notiag mi powie, że ja biznesy na religii robię. U nas są tysiące struktur biznesowych i nawet Cerkiew się biznesami zajmuje. W takiej Czeczenii Kadyrow wpiera produkcję tradycyjnych strojów narodowych. To niech Notiag tam lepiej jedzie i tam prawi swoje morały!”.


Zachodnia zgnilizna nie! Kozacy sprawdzają jakie towary obecne są na półkach petersburskiego supermarketu. 


Ataman Polakow trafił na karty historii nie tylko dzięki prawosławnemu zakładowi fryzjerskiemu. Zimą 2014 r. zarejestrował firmę taksówkarską, w której kierowcami mieli być wyłącznie Kozacy ubrani w specjalne uniformy (tyle tylko, że samych taksówek nikt w mieście nigdy na oczy nie widział). A latem bieżącego roku wyemitował „dla żartu” kozacką walutę z wizerunkiem prezydenta Putina. Brał również aktywny udział w walce z zakazaną importowaną żywnością.

Ten ostatni przykład świetnie pokazuje, że ludzie nazywający siebie samych „Kozakami” doskonale wyczuwają, skąd wiatr wieje - potrafią stworzyć prawdziwe show i przypodobać się władzy. Pod koniec sierpnia tego roku Polakow wraz z innymi Kozakami i muzykiem Stasem Bareckim urządzili w markecie Auchan poszukiwania „kontrabandy”. Przebieg całej akcji nagrali, a film zamieścili w internecie. Na nagraniu słychać, jak oburzają się, że napisy na opakowaniach są co prawda rosyjskie, ale sam towar pochodzi z importu. „Dlaczego niby mamy kupować zachodnie towary, skoro Europa cały czas usiłuje robić nam na złość?” – komentował zirytowany Polakow, podczas gdy Barecki rozrywał zębami zgrzewki puszek z piwem.


Pogromcy niemoralności


„Kozacy Petersburga” to organizacja-widmo. Nie wiadomo, kto do niej należy ani kto nią kieruje. Niektórzy przypuszczają, że pod tą nazwą kryje się kilka różnych ugrupowań. Tak czy inaczej, „Kozacy Petersburga” zasłynęli już z kilku głośnych akcji.

W październiku 2012 r. działaczom tego samozwańczego stowarzyszenia (samozwańczego, gdyż Petersburskie Samodzielne Towarzystwo Kozackie nieustannie podkreśla, że z „Kozakami Petersburga” nie ma absolutnie nic wspólnego) udało się wywalczyć zakaz wystawiania monodramu „Lolita” w galerii sztuki współczesnej „Erarta”. Ci sami „Kozacy Petersburga” pisali anonimowe donosy w związku z wystawą braci Chapman (współcześni angielscy artyści konceptualni - "mediawRosji") Ermitażu, twierdząc, że obraża ona uczucia religijne osób wierzących.

W nocy 9 stycznia ktoś rzucił butelką w okno muzeum Vladimira Nabokova. Wewnątrz butelki sprawca umieścił kartkę z cytatem ze Starego Testamentu, ale bez żadnego podpisu. Niemniej jednak tego samego dnia do redakcji jednej z lokalnych gazet przyszedł list, jego autor twierdził, że aktu wandalizmu dokonali „Petersburscy Kozacy”: „Teraz nasz «ataman» chce wypróbować zupełnie nowe metody walki z Nabokovem i wszelkimi innymi niechrześcijańskimi i gorszącymi tworami artystycznymi. Jeden z naszych aktywistów dokonał ataku na muzeum Nabokova, a wcześniej wielokrotnie wysyłał tam listy z pogróżkami. Potem rzucił w okno butelką z notatką zawierającą cytaty z Biblii i groźby, że na muzeum zostanie zorganizowany napad” – informował anonimowy autor listu.

W kwietniu 2013 r. na fasadzie budynku Centrum Kulturalno-Oświatowego „Tkacze”, gdzie właśnie trwała przygotowana przez Marata Gelmana wystawa pod tytułem „Icons”, nieznani sprawcy nabazgrali czerwoną farbą: „Gelman - już nie żyjesz”, „Rozpusta = grzech”, „Gelman, idziemy po ciebie. Kozacy”. Napisy zostały zamalowane, a Główny Zarząd MSW dla Petersburga i Obwodu Leningradzkiego wszczął w tej sprawie postępowanie. Ostatecznie sprawców nie wykryto. „Nieważne, jak się ci przestępcy podpisali – komentował całą sprawę Gelman, - tak czy owak nie mamy żadnej pewności, że coś ich łączy z Kozakami. Tak naprawdę wiemy tylko, że napisy nabazgrali jacyś «ciemnogrodzianie». Jedyne, czego pragnę, to żeby tacy obskuranci zostali wreszcie zdemaskowani i nazwani po imieniu”.


Najnowszy wybryk mitycznych Kozaków to zniszczenie płaskorzeźby Mefistofelesa na zabytkowej kamienicy w centrum Petersburga, dosłownie naprzeciwko nowobudowanej cerkwi prawosławnej. Do aktu wandalizmu znów przyznali się tajemniczy „Kozacy Petersburga”. Dowodem potwierdzającym takie przypuszczenie jest kolejny list, rzekomo nadesłany przez nich do redakcji jednej z gazet. Podobno motywy swojego postępowania wyjaśniają następująco: „Diabła na piterskiej kamienicy to rozbiliśmy my, przyczyn było kilka, a najważniejsza to taka, że się stał atrakcją i go pokazywali nawet w filmach i w przewodnikach dla turystów. Że to niby taki zabytek, taki kazus, oto naprzeciw cerkwi wisi diabelska podobizna, a przez to dla krzyża brakuje tam miejsca. Ktoś całą sprawę specjalnie rozdmuchał i zrobili z nas prawie że islamistów. A wystarczyło usunąć to bezeceństwo raz na zawsze i cieszyć się prawdziwą [prawosławną] kulturą, której odtąd nic nie będzie zakłócać”. List podpisał niejaki Denis Gorczin, podający się za byłego przewodniczącego organizacji „Kozacy Petersburga”. Z czasem cała ta tajemnicza historia zaczęła się wyjaśniać. Organy śledcze natrafiły na trop samorządowego deputowanego i należącej do niego firmy. W toku śledztwa ustalono, że płaskorzeźbę z Mefistofelesem strącił specjalnie wynajęty alpinista przemysłowy. Jak dotąd jednak zatrzymany sprawca nie ujawnił, kto był autorem zlecenia.

„Ich myśl przewodnia brzmi: pilnujemy porządku. W praktyce oznacza to wykonywanie na wpół wojskowych zadań, takich jak praca w firmach ochroniarskich, w służbach leśnych i w służbach porządkowych na bazarach czy w okolicach obiektów sakralnych” – tak o Kozakach w 2013 r. pisała niemiecka gazeta „Die Welt”. „Uważa się ich za strażników i opiekunów rosyjskiej historii, za patriotów i kontynuatorów dawnych tradycji”. Cóż, zdaje się, że niemieccy dziennikarze nie do końca rozumieją prawdziwy sens i cele współczesnego ruchu kozackiego. Ludzie, którzy przywłaszczyli sobie miano Kozaków to w rzeczywistości „polityczni dresiarze”, „tituszki”, prowokatorzy i wandale, karnie i wiernie podporządkowujący się „trendom” i sygnałom wysyłanym społeczeństwu ze szczytów władzy. Autentyczni spadkobiercy i kontynuatorzy kozackich norm i obyczajów wolą raczej przekazywać tradycyjne wartości bezpośrednio swoim dzieciom. I robią to nie pod publiczkę, nie z pompą, lecz w wąskim rodzinnym kręgu.



Tłumaczenie: Katarzyna Kuc



Artykuł ukazał się na portalu «Йод»: http://yodnews.ru/2015/09/07/kazaki



*Iwan Czesnokow, dziennikarz młodego pokolenia z St. Petersburga. Współpracuje z takimi wydaniami jak "Nowaja Gazieta" w Petersburgu i portal Yod.








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.