środa, 8 kwietnia 2015

Wszystkim jest wszystko jedno: dlaczego nie będzie rosyjskiego Watergate?



Od przeszło tygodnia Timur Prokopienko, młody wiekiem urzędnik kremlowskiej administracji, jest w Rosji bohaterem skandalu, który w innym, normalnym kraju spowodowałby polityczne trzęsienie ziemi. Dzięki nikomu nie znanej "Anonimowej Międzynarodówce" w sieci znalazły się tysiące esemesów Prokopienki, zastępcy kierownika wydziału polityki wewnętrznej Administracji Prezydenta. Teraz wiadomo jeszcze lepiej, jakimi metodami Kreml walczy z opozycją, dusi niezależne media, wynagradza służalczych i posłusznych. W materiale radia "Swoboda" przygotowanym przez Dmitrija Wołczka, działacz opozycji Georgij Ałburow i bloger Rustem Adagamow opowiadają, jak stali się ofiarami nagonki Kremla i co w korespondencji Prokopienki zdumiewa ich najbardziej.
 



Autor: Dmitrij Wołczek
  





Publikacja wiadomości esemesowych wysyłanych przez urzędnika z Administracji Prezydenta rzuca światło na to, w jaki sposób Kreml manipuluje mediami i prowadzi walkę z opozycją. 


"Anonimowa Międzynarodówka" udostępniła w sieci korespondencję esemesową Timura Prokopienki, zastępcy kierownika wydziału polityki wewnętrznej w Administracji Prezydenta. Już wcześniej hakerzy opublikowali jego korespondencję mejlową.





"Anonimowa Międzynarodówka" i portal "Szałtaj-Baltaj" od dwóch lat karmią Rosję sensacyjnymi przeciekami
kompromitującymi urzędników na Kremlu. Nikt nie wie kim są na prawdę. 




Strona internetowa "Anonimowej Międzynarodówki" http://b0ltai.org/ została w Rosji zablokowana na podstawie decyzji federalnej agencji ROSKOMNADZOR w lipcu zeszłego roku. Jednak zbiór 40 tys. wiadomości wysłanych z telefonu Prokopienki można znaleźć na ogólnie dostępnych portalach, takich jak Yodnews, Meduza, oraz Inisider . Cykl publikacji portalu "Insider" nosi tytuł "Współczesna historia polityki rosyjskiej opowiedziana w esemesach"


Kogo na Kremlu nazywają "Papą"?


Nie ma tu mowy o przesadzie. Z korespondencji Prokopienki można dowiedzieć się wiele o kulisach skandali politycznych i zmian kadrowych w mediach, o manipulowaniu informacją, współpracy Kremla z deputowanymi Dumy, kierownictwem ROSKOMNADZORU, dziennikarzami i działaczami kultury. Na szczególne zainteresowanie zasługują esemesy Prokopienki wymieniane z Michaiłem Gapustianem (popularny rosyjski showman, komik - "mediawRosji"). Jak wynika z wiadomości ujawnionych przez "Anonimową Międzynarodówkę", popularny satyryk i komik publikował na swoim blogu teksty o Ukrainie, uczestniczył w prezentacji koszulek z portretem Putina, w zamian zaś za demonstrowanie lojalności domagał się od Kremla, by przyznano mu tytuł "Zasłużonego Artysty Rosji".

Inna, interesująca historia związana jest z aktorem Mickey Rourke. Zapłacono mu wysokie honorarium za to, by na koszulce z portretem Putina mogło pojawić się także jego zdjęcie. Komunikując się w tej sprawie z urzędnikiem na Kremlu, Aram Aszotowicz Gabrelianow (szef pro kremlowskich mediów "LifeNews" i "Izwiestii" - "mediawRosji") prezydenta Putina czule nazywał "Papą".

Ciekawe są także inne wątki. W korespondencji z zastępcą szefa agencji ROSKOMNADZOR Maksimem Ksienzowem omawiano fałszywy wywiad z astrologiem Pawłem Głobą, zastanawiano się nad zablokowaniem portalu BBC (w końcu zrezygnowano, obawiając się w odpowiedzi sankcji wobec telewizji "Russia Today"), wyrażano niepokój w związku z pojawieniem się w sieci portalu "Putin nie żyje". W esemesach omawiano także inne tematy: głośny skandal związany z sondażem stacji telewizyjnej TV DOŻD'" na temat blokady Leningradu, listę gości zaproszonych do udziału w programie telewizyjnym Władimira Sołowiowa, instrukcje w różnych kwestiach kierowane pod adresem znanych dziennikarzy telewizyjnych, czy redaktorów portali internetowych.



Kariera Timura Prokopienki może przyprawić o zawrót głowy. Był deputowanym do
parlamentu, osiągnął na Kremlu wysokie stanowisko. Czy zaszkodzi mu wyciek z jego korespondencji? 




Kim jest Timur Prokopienko?

Kariera 34-letniego Timura Prokopienki może przyprawić o zawrót do głowy. Jest on synem generała KGB. Pracował w agencji ITAR-TASS, w latach 2010-2012 stał na czele "Młodej Gwardii" partii "Jedna Rosja". W grudniu 2011 został deputowanym do Dumy, złożył jednak swój mandat, gdy zaproponowano mu pracę w Administracji Prezydenta. Agencja "RBK" jest zdania, iż pojawienie się w sieci mejli i esemesów Prokopienki uniemożliwiło mu awans na wyższe stanowisko. W marcu 2015 roku funkcję kierownika wydziału polityki wewnętrznej przestał pełnić Oleg Morozow. Prokopienko liczył, iż zostanie jego następcą. Wielu komentatorów uważa, iż "Anonimowa Międzynarodówka" (po raz pierwszy usłyszeliśmy o niej w 2013 r.) publikuje materiały kompromitujące urzędników w interesach jednej z kremlowskich frakcji.

W normalnym kraju publikacja podobnej korespondencji stałaby się źródłem gigantycznego skandalu.

Po przeczytaniu korespondencji Prokopienki, polityk Leonid Wołkow (bliski współpracownik Aleksieja Nawalnego - "mediawRosji") zwrócił przede wszystkim uwagę na sposób, w jaki Administracja Prezydenta prowadziła walkę z Radą Koordynacyjną opozycji rosyjskiej i organizowała kampanię propagandową wymierzoną w Aleksieja Nawalnego i jego współpracowników. Udało się także wyjaśnić niektóre szczegóły zdumiewającego procesu sądowego w sprawie domniemanej kradzieży obrazu "Zły i dobry człowiek", namalowanego przez artystę z Władimira, Siergieja Sotowa. Oskarżonym w nim jest pracownik "Fundacji do Walki z Korupcją" Georgij Ałburow. Zarzuca mu się kradzież obrazu wiszącego na płocie. Po ujawnieniu dokumentów Prokopienki, Ałburow napisał w Twitterze: "Czekaliśmy wszyscy, kiedy zdarzy się nasz Watergate. Właśnie go mamy." W wywiadzie udzielonym Radiu Swoboda, Ałburow skorygował swą ocenę. Jego zdaniem korespondencja Prokopienki budzi zdumienie także ludzi nieźle zorientowanych w kremlowskiej kuchni, jednak w Rosji trudno spodziewać się skandalu na miarę Watergate.








Informacje o licznych przestępstwach


Georgij Ałburow:
W normalnym kraju, gdzie prawidłowo funkcjonuje system sądowniczy, odbywają się normalne wybory, tego rodzaju przeciek musiałby wywołać gigantyczny, trwający przez lata, skandal o charakterze politycznym. W Rosji, co najwyżej, dywagujemy na ten temat w blogach. W korespondencji tej można jednak znaleźć informacje o licznych przestępstwach. Widzimy teraz, jakiej presji poddawane są media, jak wprowadzana jest cenzura, jak niszczy się ludziom reputację. Możemy przeczytać o tym, jak wydawane są zakazy na pokazywanie klipów wzywających ludzi do udziału w demonstracjach opozycji. To są fantastyczne materiały. Mamy do czynienia z trutniami, 95% swego czasu tracą na to, by zaśmiecić Twitter rysunkami na temat Nawalnego, by doprowadzić do zerwania kolejnego marszu opozycji. Ludzie ci pełnią władzę, utrzymywani są z naszych podatków. Trudno mi ukryć oburzenie. Na podstawie tych dokumentów można wytoczyć dziesiątki procesów.

Dmitrij Wołczek:

Także pana nazwisko wymieniane jest w ujawnionej korespondencji. Portal "Insider" uważa, iż wytoczono panu proces w odwecie za tweet, którego bohaterką była deputowana do Dumy, Irina Jarowaja (znana ze szczególnej służalczości wobec Kremla - "mediawRosji"). Nazwał ją pan "narkomanką dnia".  Co pan o tym myśli?



Georgij Ałburow jest jednym z najbliższych wspołpracowników Aleksieja Nawalnego
w Fundacji do Walki z Korupcją. 



Ałburow:
To był okazjonalny tweet, przyszedł mi do głowy w sekundę, po sekundzie był już w sieci, a po następnej już o nim zapomniałem. Ale jak się okazało, w Administracji Prezydenta wywołał burzliwą dyskusję. Pokazano go deputowanej Jarowej, prawnikom, zastanawiali się nad nim wyżsi urzędnicy wydziału polityki wewnętrznej. Od razu chce się zapytać, czym zajmują się ci ludzie opłacani z naszych podatków? Zapewne, to jedna z przyczyn mojego procesu. Jednak ważniejsze było śledztwo prowadzone przeze mnie w sprawie spółdzielni budowlanej "Sosny". To ona zbudowała domy dla kilku wyższych funkcjonariuszy partii "Jedna Rosja", Wołodina, Niewierowa. Z powodu tej historii prześladowano także stację telewizyjną "TV DOŻD'", pozbawiając ją dostępu do sieci kablowych. Wiaczesław Wołodin, Siergiej Niewierow, Kreml zareagowali histerycznie na moje śledztwo. Na nieszczęście, w ujawnionej korespondencji nie ma mowy o wielu rzeczach, nie ma szczegółów dotyczących reakcji Administracji Prezydenta. Ale wiemy o tym z innych źródeł, publikacja na temat "Sosen" wywołała w niej prawdziwe tornado.

Wołczek:
W dalszym ciągu warto zajmować się sprawą "Sosen"?

Ałburow:
To było proste śledztwo. Staraliśmy się ustalić miejsce zamieszkania urzędników, dowiedzieć w jaki sposób kupili działki, kto jest teraz jej właścicielem. Wyniki opublikowaliśmy w listopadzie 2013 roku. Latem 2014, dzięki "Anonimowej Międzynarodówce" dowiedzieliśmy się więcej, funkcjonariusze "Jednej Rosji" kupili elitarne działki za kopiejki, choć rynkowa cena metra kwadratowego wynosi tam krocie. Mieliśmy do czynienia z jawnym przypadkiem korupcji i łapówkarstwa. Na temat "Sosen" dowiedzieliśmy się wszystkiego, co nas interesowało, jak załatwiono formalności, ile zapłacono. To śledztwo uznaliśmy za skończone. Ale nie mam wątpliwości, z czasem na jaw  znów wyjdzie coś nowego i nasze śledztwo trzeba będzie wznowić.

Wołczek:
Co pan i Fundacja do Walki z Korupcją macie na tapecie teraz?


Nielegalne firmy senatora Fietisowa


Ałburow:
Dwa tygodnie temu opublikowaliśmy informacje o trzech firmach cypryjskich zarejestrowanych przez senatora Wiaczesława Fietisowa (w przeszłości znany hokeista, dziś polityk związany z Kremlem - "mediawRosji"). Co ciekawe, on sam uczestniczył w przyjęciu ustawy, która przewiduje, iż deputowani będący właścicielami firm zarejestrowanych w zagranicznych rajach podatkowych muszą zrezygnować z mandatu. Reagując na naszą publikację, przewodnicząca Rady Federacji, była gubernator St. Petersburga Walentyna Matwijenko oświadczyła, iż sprawą zajmie się specjalna komisja. Podobno Wiaczesława Aleksandrowicza oszukali wspólnicy, on sam miał im przekazać swoje firmy, oni zaś żadnej nie przerejestrowali. To jakaś brednia, formalnościami w rajach podatkowych powinien zajmować się właściciel, nie zaś obdarowany beneficjent. Nie znaleźliśmy niczego, co świadczyłoby o tym, iż Fietisow przekazał swoje firmy komukolwiek, lub choćby zainicjował procedurę przekazywania. Domagamy się, by natychmiast pozbawiono go stanowiska. Wszystkie materiały i wnioski przekazaliśmy prokuraturze, Komitetowi Śledczemu, Administracji Prezydenta, Radzie Federacji. Poczekamy, zobaczymy, jaka będzie odpowiedź. W ciągu jednego-dwóch tygodni w Radzie Federacji powinna zebrać się komisja, by zanalizować przekazane przez nas materiały.

Wołczek:
Istnieje wiele wersji tłumaczących, kto stoi za "Anonimową Międzynarodówką". Jedni uważają, iż mamy do czynienia z walką frakcyjną wewnątrz Administracji Prezydenta, lub rządu. Urzędnicy podgryzają się nawzajem, ujawniając kompromitujące materiały. Ma pan w tej sprawie swoje zdanie?

Ałburow:
To ciekawe, kto się tym zajmuje, ale ja sam nie mam żadnych dodatkowych informacji. To prawdopodobne, iż mamy do czynienia z intrygami wewnątrz aparatu. Możemy się tylko cieszyć, gdy żaba ze żmiją gryzą się dywanem i w rezultacie z dywanu wysypują się ciekawe papiery, my zaś możemy z nich korzystać. Dlatego, tak bardzo nam się to podoba. Miejmy nadzieję, że to jeszcze nie koniec. - Georgij Ałburow powiedział w rozmowie z Radiem Swoboda.


Opublikowane przez "Anonimową Międzynarodówkę" esemesy Timura Prokopienko rzucają światło, na jeszcze jedną głośną sprawę. Jej bohaterem był znany bloger Rustem Agadamow ("Drugoj" - jeden z najbardziej popularnych rosyjskich blogerów i dziennikarzy o demokratycznej orientacji. Obecnie mieszka w Pradze - "mediawRosji"). W swoim czasie stal się on celem prawdziwej nagonki. "The Insider" podkreśla, iż w sprawie Adagamowa jednym z doradców Prokopienki była przewodnicząca "Związku Ochotników Rosyjskich" Jana Łantratowa. Autorem sensacyjnych oskarżeń pod adresem blogera była Irina Bergset. Od niej dowiedzieliśmy się o zgwałconych chłopcach "przebranych za Putina" i o prowadzonych w Norwegii "lekcjach kazirodztwa".  Rustem Adagamow powiedział Swobodzie, iż już wcześniej orientował się z grubsza, jak organizowano wymierzoną w niego kampanię.


Media pod kontrolą młokosa


Rustem Adagamow:
W ujawnionych dokumentach nie ma wiele nowego na mój temat. Już wcześniej wiedziałem, iż w nagonce przeciw mnie aktywnie uczestniczyła Jana Łantratowa. Zainteresowało mnie co innego, to jak Prokopienko współpracował z agencjami prasowymi. W rzeczywistości wszystkie znaczące rosyjskie agencje informacyjne znajdowały się pod kontrolą tego młokosa, w przeszłości przywódcy "Młodej Gwardii". Robi się przykro, a nawet wstyd, gdy uświadomić sobie, iż ów młody człowiek nadzorował rosyjskie środki masowego przekazu. To jest najbardziej zdumiewające. Cały system współpracy z mediami budzi nie zdziwienie, raczej obrzydzenie. Tak zachowuje się zorganizowana grupa przestępcza. W jej dyspozycji znajdowały się praktycznie wszystkie rosyjskie media, agencje informacyjne, stacje telewizyjne, posługiwano się deputowanymi do parlamentu, za ich pośrednictwem organizowano przecieki informacyjne. Współpracowano z FSB, Ministerstwem Spraw Weenętrznych, Komitetem Śledczym. Mogli robić, co chcieli.

Wołczek:
Zdumiewa ich małostkowość. Reagowano na banalne tweety, obrazki, rysunki. Tak nie zachowują się ludzie odpowiedzialni za kraj, to poziom jarmarcznych blogerów.




Rustem Adagamow znany jest w Rosji jako "Drugoj". Jego blog cieszy się ogromną
popularnością. Kreml nie chciał mu wybaczyć demokratycznej orientacji. 



Adagamow:
Całe pole informacyjne poddano obróbce, przeorano dokładnie. Nie pozostawiono ani kamyka, ani chwastu. Dlatego reagowano na wszelkie drobiazgi, a nuż nie spodobają się szefowi. Sami z resztą nazywali go Papą. Proszę zwrócić uwagę na tę mafijną terminologię - "Papa". Jesteśmy ludźmi dorosłymi, rozumiemy kto rządzi krajem, kto kształtuje politykę. Ten poziom jest przerażający.

Wołczek:
A jednak jakieś dziwne siły mają odwagę to demaskować. Co pan myśli o "Anonimowej Międzynarodówce"? Mamy do czynienia z intrygą wewnątrz Administracji Prezydenta? Czy może zajmują się tym zwolennicy opozycji?

Adagamow:
Myślę raczej, że obserwujemy znaną z historii wojnę kremlowskich wież. To nie jest robota jakichś super hakerów. Ktoś stara się rozwiązać własne, małe problemy. Z wydziału polityki wewnętrznej odszedł Oleg Morozow. Teoretycznie jego miejsce powinien był zająć Prokopienko. A jednak nie doczekał się awansu. Jego esemesy wywołały zbyt wielką burzę. Nie wierzę, że autorem tych przecieków są jacyś szlachetni rycerze, ktoś w rodzaju Robin Hooda. Tak wojują ze sobą zamknięte w słoiku pająki. Tak prowadzona jest walka o stanowiska.

Wołczek:
Jednak społeczeństwo na tym skorzystało. Dowiedzieliśmy się wiele nowego.


Porozmawiamy przez dwa dni i zapomnimy


Adagamow:
Porozmawiamy o tym przez dwa dni i zapomnimy. W naszym kraju, jeśli nie zależy na tym Kremlowi,  opinia publiczna nie odgrywa żadnej roli. Kiedy rozpoczął się atak na stację telewizyjną "DOŻD'", na sygnał z góry zmobilizowano reakcję opinii publicznej. Nagle oburzyli się ludzie, którzy przeżyli blokadę Leningradu. Weźmy publikacje "Nowej Gaziety", śledztwa Nawalnego, wiadomości o nich żyją przez dwa dni, potem przestaje się o nich pamiętać. Nikt nie podaje się do dymisji, nie są wyciągane żadne wnioski, nikogo nie spotyka kara. Oto przykład jednego z deputowanych (Adagamow ma na myśli Denisa Woronienkowa z frakcji KPRF, jego przypadek niedawno opisały media - "mediawRosji") z wynagrodzeniem w wysokości 2 miliony rubli rocznie 130 tys. złotych). A tu okazuje się, iż jest on właścicielem pałaców i garażu pełnego limuzyn. No i co? I nic. Jest deputowanym, pozostanie nim dalej. Mamy teraz historię z senatorem Fietisowem, właścicielem firm zarejestrowanych w strefie offshore. Jest senatorem, dalej nim będzie. Opinia publiczna nie ma tu żadnego wpływu.  Zanikło życie polityczne, nie ma opozycji, nie ma niczego. O wszystkim decyduje grupa ludzi podczas piątkowych spotkań w łaźni. Piją piwo i podejmują decyzje. Jak gdyby w kraju zatrzymało się życie.

Wołczek
Nie będziemy więc mieć skandalu podobnego do afery Watergate?

Adagamow:
Nie ma o tym mowy. Wszystkim jest wszystko jedno.





Tłumaczenie: K.W.

Tekst ukazał się na portalu svoboda.org:

http://www.svoboda.org/content/article/26936915.html




*Dmitrij Wołczek (ur. 1964), od 1988 roku dziennikarz rosyjskiej redakcji Radio Swoboda. Redaktor naczelny portalu svoboda.org. Poeta, tłumacz literatury anglojęzycznej. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz