piątek, 28 lutego 2014

Patriotyczny imperializm: sposób na zniszczenie Rosji.

Liberalna Rosja, krytyczna wobec Kremla, z trwogą, tak jak i cały świat,  obserwuje działania swoich władz w odniesieniu do Krymu. Patriotyzm i miłość do własnego kraju nie polega na narzucaniu swoich porządków sąsiadom. Nowa wojna krymska grozi rozpadem Rosji i wywoła na całym świecie nową, wielka falę rusofobii – ostrzega publicysta portalu gazeta.ru,  Siemion Nowoprudski.


Autor: Siemion Nowoprudski


Na naszych oczach rozpada się mit o dwóch braterskich narodach – rosyjskim i ukraińskim. Odbywa się to przede wszystkim na poziome batalii słownych (choć mieliśmy już do czynienia z okupacją budynków administracyjnych, czy ulicznymi drakami). Rosyjski patriotyzm kwestionuje prawo do istnienia ukraińskiego patriotyzmu, a także krymsko-tatarskiego. I odwrotnie.

Weźmy dla przykładu Chersonez (jeśli ktoś się nie orientuje, tak u swych początków nazywało się greckie miasto, dziś znane jako gród rosyjskiej sławy wojennej, Sewastopol). Mówi się o nim tyle, iż wszystko się plącze. Normalni ludzie zawsze potrafią się dogadać, ale patrioci z oczami pływającymi we krwi przodków – nigdy. To logiczne.



W przyrodzie nie istnieje coś takiego, jak braterskie narody. Dowolny patriotyzm winien być zaledwie ozdobą państwa demokratycznego, przyprawą w stosunku do fundamentalnej podstawy współczesnej efektywnej państwowości, jaką są prawa człowieka. Patriotyzm nie może być daniem podstawowym.

Stosunki na najwyższym poziomie


W piątek, 28 lutego, oddziały wojskowe bez znaków rozpoznaw-
czcych zajęły lotnisko w stolicy Krymu, Symferopolu. 
W stosunkach między Rosją, a Ukrainą po rozpadzie ZSRR działo się wiele. Prowadziliśmy wojny gazowe w środku zimy, wyłączając dostawy gazy niektórym państwom europejskim. Targowaliśmy się w sprawie broni atomowej. Ukraina przez dłuższy czas nie chciała zgodzić się, by kontrolą nad nią została przekazana Rosji, będącej z prawnego punktu widzenia sukcesorem ZSRR. Administracja prezydenta Kuczmy domagała się od prezydenta Jelcyna zwrotu jakoby istniejącego długu w wysokości 600 milionów dolarów. Rosja ze swej strony wspierała ze wszystkich sil wybór na stanowisko prezydenta Ukrainy w 2004 roku Wiktora Janukowicza i w rezultacie sprowokowała pojawienie się pierwszego Majdanu.

Władze rosyjskie wpadły w ton histerii, gdy prezydent Wiktor Juszczenko ogłosił o swoim zamiarze uznania Wielkiego Głodu na Ukrainie za akt ludobójstwa. Zupełnie nie rozumiem, co wówczas, aż w takim stopniu\a zirytowało Kreml. Przecież władze obecnej Rosji nie uważają się za kontynuatora dziedzictwa Stalina, nie są też fanatycznym zwolennikiem zastosowanych przez niego metod przyspieszających rozwój rolnictwa. Zwłaszcza tych, które doprowadziły miliony ludzi do śmierci głodowej. Przecież w odpowiedzi na inicjatywę Juszczenki można było uznać za ludobójstwo masową śmierć obywateli radzieckich.

Udała się druga próba przepchnięcia na stanowisko prezydenta, sądzonego za gwałt Wiktora Janukowicza. Po objęciu władzy nowy prezydent wsadził do więzienia swego głównego przeciwnika politycznego, Julię Tymoszenko. Ukarano ją za kontrakt gazowy podpisany w imieniu Rosji przez Władimira Putina. W pewnym momencie, władze ukraińskie, w tym były prokurator generalny Pszonka, słynny na całym świecie dzięki kiczowatym wnętrzom swej rezydencji, zamierzały zawezwać do złożenia zeznań w charakterze świadka osobiście prezydenta Federacji Rosyjskiej. Ogólnie rzecz biorąc, stosunki między Rosją i Ukrainą na przestrzeni minionych 20 lat, można scharakteryzować przy pomocy frazy wypowiadanej w „Bramie Pokrowskiej” Zorina przez parę Orłowicz o na temat trójstronnego sojuszu zawiązanego przez Chobotowa, Margaritę Pawłownę i Sawwę Ignatiewicza (bohaterowie popularnej w Rosji sztuki radzieckiego pisarza Leonida Zorina, na jej podstawie powstał też ulubiony przez publiczność filmowy wodewil – mediawRosji).


Łączyły je „stosunki na najwyższym poziomie”


Niewielka, zwycięska wojna

Obecnie Rosja, Unia Europejska i Stany Zjednoczone zajęły różne stanowisko w kwestii, kto jest dziś prezydentem Ukrainy. Barack Obama uważa że Turczynow, Dmitrij Miedwiediew i Walentyna Matwijenko (sam prezydent Rosji Władimir Putin, jak do tej pory, proszę zauważyć, dla ostrożności nie zajął stanowiska), że Janukowicz. I w tej sytuacji, będącej przedmiotem propagandowego sporu szykują nam deser, krymskie brûlée, nową, niewielką, zwycięską wojnę. Zamierza się ją przeprowadzić w chwili, gdy łagodnie mówiąc, gospodarka rosyjska osiada na mieliźnie. Komuś przyszło do głowy, iż w historii stosunków między dwoma braterskimi narodami Rosji i Ukrainy brakuje tylko bratobójczej wojny.


Terytorium Krymu należy do Ukrainy, także rosyjskie władze uznają ten fakt z prawnego punktu widzenia. Prawo Rosji, by domagać się zwrotu Sewastopolu nie jest większe, niż prawo Grecji, do zwrotu wspomnianego wyżej Chersonezu. Kiedy Chruszczow podjął decyzję o przekazaniu Krymu Ukrainie, przecież nie oddawał go jakiemuś obcemu państwu. Operację przeprowadzono w ramach jednego państwa, jak się wówczas wydawało skazanego na wieczne istnienie. Co więcej, był to dar ofiarowany Ukrainie z okazji 300-letniej rocznicy jej dobrowolnego połączenia się z Rosją.
Ukraińscy patrioci mają pełne prawo kochać Ukrainę, rosyjscy – Rosję. Rosja może domagać się poszanowania praw Rosjan zamieszkałych na terytorium Ukrainy. Tak samo, jak Ukraina może się domagać ochrony praw Ukraińców zamieszkałych w Rosji.


Władimir Żyrinowski, znany ze swej
nacjonalistycznej retoryki przyleciał
na Krym w piątek, 28 lutego
Gdy Rosjanie zamieszkali na Ukrainie wyrażą zamiar przeprowadzenia się do Rosji, Rosja powinna im w tym dopomóc. Nie ma jednak najmniejszego moralnego i formalnego prawa, by przy pomocy siły doprowadzić do zmiany granic innego, suwerennego państwa. Nawet jeśli z taką prośbą zwrócą się kozacy, marynarze, i „wybrany przez lud” mer Sewastopola, przedsiębiorca Czałyj. Jednocześnie władze ukraińskie winny zagwarantować, iż będą broniły praw Rosjan na całym terytorium swojego państwa, w tym samym stopniu, co Ukraińców, Żydów, Tatarów krymskich i wszystkich pozostałych mieszkańców Ukrainy.

Nie oszukujmy się. Braterstwo Rosjan i Ukraińców nie jest większe od braterstwa Arabów i Żydów (jak wiadomo Arab nie może być antysemitą, bo sam jest semitą), Serbów i Chorwatów (choć z formalnego punktu widzenia to i tak jeden naród), Czeczeńcy i Inguszowie (także między nami mówiąc to jeden i ten sam naród wajnachski).

„Zimna wojna” dwóch patriotyzmów bardzo szybko może przekształcić się w prawdziwą  wojnę  Ukrainy z Rosją. I doprowadzi nas do przekroczenia tej linii, za którą pojawi się prawdziwa wrogość pomiędzy dwoma, jakoby braterskimi narodami. Wrogość między narodami, to w odróżnieniu od przyjaźni, zjawisko o wiele bliższe rzeczywistości.


Droga do zniszczenia Rosji

Jak często powtarza nasz świetny geograf Natalia Zubarewicz, „ludzie ważniejsi są od regionów”. I zapewne, pozwolę sobie dodać od siebie,  ważniejsi są od państwa. Byłoby lepiej, gdyby rosyjscy patrioci rozmyślali raczej o tym, co dzieje się w ich własnym kraju, niż demonstrowali zatroskanie Krymem. By zastanawiali się, jak żyją w Rosji ludzie. Jak zachowują się władze. Miłość do własnego kraju wyrażana poprzez nienawiść do innych państw i narodów to patologia nie mniejsza od tej, którą dziś dumnie nazywa się bandero-faszyzmem. To impero-faszyzm.

Świadome działanie na rzecz destabilizacji w sąsiednim państwie, nie jest w żadnym wypadku bardziej uzasadnione od burzenia pomników Lenina, czy Kutuzowa. Jest czymś o wiele gorszym. Tam prowadzona jest wojna z pomnikami, a tu grozi nam przelew krwi żywych ludzi. Krew z resztą już została przelana, doprowadził do tego Janukowicz. Rosja w niemniejszym stopniu odpowiada za jego dojście do władzy, niż obywatele Ukrainy, którzy oddali za niego swój glos. Bardzo ich namawialiśmy do tego wyboru.


Wojowniczy i patriotyczny imperializm to prosta droga do zniszczenia Rosji, w tym kształcie, w jakim pozostała nam po trwającym już prawie 100 lat rozpadzie Rosyjskiego Imperium i Związku Radzieckiego. Taką polityką osiągniemy tylko jedno – strach i nienawiść naszych sąsiadów. Nasza patriotyczna retoryka i praktyka okażą się głównym katalizatorem nowej, całkowicie uzasadnionej fali rusofobii, jaka ogarnie świat.


Bądźmy lepsi i ludzie przyjdą do nas sami. Dajmy Ukrainie możliwość, by rozwiązywała swoje bolesne problemy sama. Nie uczmy jej jak żyć, raczej pomóżmy im materialnie, przecież dawaliśmy pieniądze złodziejowi Janukowiczowi. Lub przynajmniej usuńmy się na bok. Tym, którzy tego pragną, pomóżmy wyjechać do Rosji, dajmy im obywatelstwo, znajdźmy dla nich miejsce do osiedlenia. Tak właśnie zademonstrujemy prawdziwy patriotyzm. Ludzie są ważniejsi od państwa. Na Krym podróżujmy w charakterze turystów, nie na transporterach opancerzonych.




Siemion Nowoprudski, liberalny publicysta. Ukończył uniwersytet w Taszkencie. Pracował w różnych moskiewskich gazetach i magazynach. Publikuje regularnie na portalu gazeta.ru



czwartek, 27 lutego 2014

Wojna o Krym, czyli jak zniszczyć Rosję….

Rozpalając pożar na swojej granicy i wspierając krymskich separatystów, Rosja wstąpiła na pole minowe. Wojna z Ukrainą nie będzie przypominać wojny z Gruzją. Próba odzyskania starych rosyjskich terytoriów może się dziś skończyć tylko rozpadem samej Rosji.


Autor: Anton Oriech

Blog publikowany na stronie internetowej Radia Echo Moskwy.


Krym, to od wieków ziemia rosyjska, czyż nie tak? Nie wiadomo dlaczego Chruszczow oddał go Ukrainie i ta dziwnie wyglądająca decyzja do dziś budzi niepokój naszych władz, a może nawet większości naszych obywateli.
Rosyjska flaga nad budynkiem Rady
Najwyższej Krymu. 
Obecnie bardziej jeszcze, niż kiedykolwiek przedtem. Odczuwamy wzniosłe uczucia na widok demonstracji organizowanych pod flagą rosyjską. Nad Radą Najwyższą Krymu powiewa rosyjski sztandar. Zaczynamy wydawanie paszportów rosyjskich i robimy to w taki łatwy sposób, co i kurierzy na ulicach rozdający ulotki i talony zniżkowe na zakup towarów.

No więc jak – będziemy też bić się o Krym? Inaczej, to co robimy teraz nie ma sensu. Wspieranie nastrojów prorosyjskich, rozdawanie obywatelstwa, popychanie rosyjskich liderów na kluczowe stanowiska. Przecież nie jest to robione po to, by Krym uzyskał jeszcze większą autonomię, żeby Ukraina przekształciła się w federację, lub coś innego w tym stylu. I nawet nie po to, by Krym się oddzielił i został niezależnym państwem.

Teoretycznie można byłoby rozegrać znów scenariusz abchazko-osetyński. Niby formalnie powstały dwa oddzielne państwa, ale w rzeczywistości, mamy do czynienia z dwoma kawałkami terytorium zabranymi Gruzji i przyłączonymi do nas.

W wypadku Abchazji i Osetii Południowej taki status odpowiada Moskwie. Ale Ukraina nie jest Gruzją. Gruzja jest niewielka i jej wojsko jest  nieduże. Mała zwycięska wojna okazała się wtedy całkiem możliwa, miejscowa ludność udzielała nam powszechnego wsparcia i gotowa była wziąć w tej wojnie udział po naszej stronie. I wojowała.

Pójdziemy na wojnę z Ukrainą ?


Jednak w przypadku Ukrainy, staniemy do wojny z państwem liczącym 50 milionów ludności. Będziemy bić się z armią licząca 200 tysięcy żołnierzy i potencjalnie setki tysięcy ochotników, którzy z przyjemnością staną do walki z Moskalami. A do tego na Krymie nie wszyscy co do jednego mają ochotę na przyłączenie się do Rosji.

A jeśli zacznie się wojna partyzancka? Wówczas obecne problemy z Kaukazem wydadzą nam się drobnym pryszczem. Nie mówię już o reakcji międzynarodowej, łatwo sobie ją wyobrazić. W dodatku byłaby to wojna z naszym najbliższym i głównym sąsiadem, z narodem, który określamy jako braterski, i z którym łączą nas tysiące więzów.

Zwyczajnie nie rozumiem, jaki to ma sens rozpalać pożar na naszej granicy. Wstyd nam, że Krym nie jest nasz? To w takim razie przypomnijmy sobie, iż szpieg niemiecki Lenin oddał Finlandię. A jeszcze, nie pamiętam już jaki car, oddał Jankesom Alaskę. Także oburzające. Więc proszę bardzo, odbierzmy i te nasze odwiecznie rosyjskie ziemie.

Obawiam się tylko, iż nasze obecne wysiłki, by znów zebrać razem rosyjskie terytoria mogą się skończyć tylko jednym – rozpadem dzisiejszej Rosji.





 Anton Oriech, moskiewski publicysta o liberalnej orientacji. Regularny autor  radiostacji Echo Moskwy. 


poniedziałek, 24 lutego 2014

Wszyscy jesteśmy więźniami z Placu Błotnego...

W najbliższych dniach sąd w Moskwie ogłosi wyroki w procesie 8 uczestników antyrządowej demonstracji, przeprowadzonej blisko 2 lata temu. W centrum miasta, na Placu Blotnym zebrało się wówczas 80 tysięcy manifestantów.


Na łamach opozycyjnej „Nowej Gaziety”, Kirył Rogow analizuje mechanizm prawny, jaki w Rosji Wladimira Putina pozwala posadzić na lawie oskarżonych niewinnych ludzi. Pokazuje, jak artykuł 318 kodeksu karnego stał się instrumentem bezprawnej przemocy stosowanej wobec obywateli. 


Cel procesu to potwierdzenie prawa władzy do stosowania bezprawnej i nadmiernej przemocy.

Osobiście, nie miałem najmniejszej wątpliwości, iż wydany przez Władimira Putina wyrok na ośmiu więźniów Placu Błotnego będzie surowy – wszyscy zostaną uznani za winnych. Jak mi się zdaje, prowadząca rozprawę sędzia Nikiszkina, też pod tym względem nie miała wątpliwości. Jeśli za piosneczkę dają dwójeczkę (aluzja do procesu Pussy Riot – „mediawrosji”), to za demonstrację trzeba dać piąteczkę – przecież to logiczne ?

Proces polityczny


Nie ma wątpliwości, iż ten „błotny” proces, nawet w obecnym (ograniczonym) kształcie, ma charakter czysto polityczny. Tak właśnie, traktuje go też sam Wladimir Putin. Cel procesu polega na potwierdzeniu prawa władzy do stosowania nielegalnej i nadmiernej przemocy i na podkreśleniu nienaruszalności takiego systemu represji, na którym opiera się sama „władza”.

Proces uczestników demonstracji na
Placu Błotnym w maju 2012 roku nosi
czysto polityczny charakter
Jednak zwracając uwagę na polityczny charakter procesu, myślę przede wszystkim o jego aspektach prawnych. Zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego, przyjętym jeszcze w czasach, gdy zastosowany wobec „błotnych” artykuł 318 (przemoc w odniesieniu do przedstawicieli władzy) pozbawiony był podtekstu politycznego, można go było stosować tylko w tych wypadkach, gdy działania przedstawicieli władzy były całkowicie legalne i oparte na prawie.

Ta norma opiera się na samym porządku rzeczy. „Władza” w gruncie rzeczy – ty system instytutów zbudowanych w oparciu o podstawy prawne, a nie zbiór osób poddanych ochronie. Przedstawiciele władzy są reprezentantami porządku prawnego. Tylko w tym charakterze korzystają z przywileju immunitetu, a nie dlatego, iż założyli mundur. Wszyscy rozumieją dobrze,  iż major Jewsjukow nie był „przedstawicielem władzy”, kiedy ubrany w mundur, ze swego pistoletu strzelał do ludzi w supermarkecie (w 2009 roku pijany major milicji był autorem strzelaniny w jednym z moskiewskich supermarketów. Zabił dwie osoby, ranił siedem. – „mediawrosji”).

Od wydarzeń na Placu Blotnym 6 maja 2012 roku upłynęły 22 miesiące, ale także dziś, bieg zdarzeń tamtego dnia wydaje się oczywisty. Władze nie powiadomiły wówczas demonstrantów, o tym, iż podjęły decyzję o zmianie porządku demonstracji. Na trasie demonstracji stworzono wówczas „wąskie gardła” i w ten sposób doprowadzono do bezpośredniego kontaktu tłumu manifestantów i pilnujących ich służb. Skutkiem tej decyzji była dezorganizacja, konflikty i pierwsze potyczki. Dalej demonstracja została uznana za nielegalną.  Jednak uczestnicy protestu o tym nie wiedzieli, za to oddziały specjalne OMONu otrzymały rozkaz oczyszczenia zajmowanego przez nich terytorium. Zaczęto bić ludzi, w odpowiedzi, niektórzy z nich starali się okazać sprzeciw. W tłumie obecne były także zorganizowane grupy gotowe do okazania sprzeciwu, ale w ciągu 22 miesięcy śledztwa, nie próbowano nawet tego zbadać, podjąć tej kwestii jako oddzielnego wątku śledczego. Poprowadzenie śledztwa w tym kierunku musiałoby zburzyć jego ogólną koncepcję, w myśl której, winni byli wszyscy znajdujący się wówczas na placu. Już z tego powodu należało im przyłożyć, za samą obecność. Oddziałom specjalny OMONu wydano wówczas dokładnie taki rozkaz – wziąć się za cały tłum, za wszystkich „uczestników masowych zamieszek”, demonstrantów.

Wyliczając pierwszą część zarzutów, sędzia Nikiszyna, wymieniała imię i nazwisko każdego policjanta, domniemanej ofiary przemocy, a także powoływała się na instrukcję służbową na podstawie której, podejmowali oni działania. W tym momencie, w niejawny sposób, sędzia odwoływała się do opisywanego wyżej postanowienia Sądu Najwyższego:  była instrukcja, to znaczy wszystko było oparte na prawie. Owa instrukcja pozwalała na określone działania, ale tylko wówczas, gdyby doszło do masowych zamieszek i rozruchów. Ich jednak nie było.

Liczne zapisy video pokazują dokładnie, iż w większości wypadków, to właśnie OMON napadał na ludzi. Ludzie ci nie zachowywali się agresywnie, jedynie słabo, niekiedy mimowolnie, próbowali obronić się przed agresją i niesprawiedliwością.

Artykuł 318


Ten właśnie moment jest szczególnie ważny –pytania o odpowiedzialność ludzi okazujących sprzeciw wobec przemocy, nie da się oddzielić od pytania o legalność zastosowanej wobec nich przemocy i jej rozmiarów. Oparty na prawie porządek, kodeks karny, czy konkretnie ów artykuł 318 przestają mieć znaczenie, gdy pytanie powyższe zostanie zignorowane.

Gdy obywatel przechodzi przez ulicę w nieprzepisowym miejscu, a interweniujący policjant zaczyna bić go pałką, zaś ofiara zaczyna mu ją wyrywać, to nielegalnie działa policjant, nie obywatel. Ten dokładnie przykład jest niemal identyczny z przypadkiem, na podstawie którego 8go kwietnia 1997  roku Sąd Najwyższy uznał, iż artykuł 318 można zastosować wyłącznie wówczas, gdy działania władzy pozostają całkowicie legalne i oparte na prawie. W tamtym przypadku, uniewinniony przez Sąd Najwyższy obywatel przewrócił na ziemię funkcjonariusza milicji, gdy ten podniósł pałkę na jego brata. Milicjant najpierw bez najmniejszej podstawy chciał sprawdzić dokumenty brata, a potem zażądał, by ten udał się wraz z nim na komisariat milicji. Tamto, całkowicie zasadne postanowienie Sądu Najwyższego, z dzisiejszego punktu widzenia, wydaje się jakąś fantazją.

Rozpędzając demonstrację 6 maja 2012
roku, OMON zastosowal  nieuzasadnioną
przemoc. 
W rzeczywistości, artykuł 318, to w naszych czasach prawdziwy bat policyjny . To podstawa naszego zalegalizowanego sadyzmu. Policja korzysta z niego regularnie, zwłaszcza w tych wypadkach, gdy jej funkcjonariusze stosują wobec obywateli nieuzasadnioną i bezprawną przemoc. By uchronić się przed karą, przy pomocy podstawionych świadków i niemoralnych sądów policja domaga się, by osądzone zostały jej ofiary. Artykuł 318 to podstawa, dzięki której nasze siły ochrony porządku stoją ponad prawem, to gwarancja ich bezpieczeństwa. Historia z demonstracją na Placu Blotnym jest taka sama. Nie ma znaczenia, ile razy i za co funkcjonariusz OMONU uderzył obywatela, ważne jest to, czy obywatel, przypadkiem, w tej sytuacji, nie dotknął jego kamizelki kuloodpornej. Bo artykuł 318, to dziś kamizelka kuloodporna naszego bezprawia.

Hasło „Na procesie błotnym, ty też jesteś oskarżonym” wynika z tego, iż choć na Placu zebrało się wówczas 80 tysięcy demonstrantów, w odwecie na ławie oskarżonych zasiadło 8 osób. Ja sam, interpretuję to hasło jeszcze w inny sposób. Oskarżenie w sprawie demonstracji na Placu Blotnym uruchamia mechanizm przekształcający obywateli w pozbawione praw kawałki mięsa do bicia. Ten sam mechanizm zmienia funkcjonariuszy odpowiedzialnych za  przestrzeganie prawa w pijane z bezkarności zwierzęta. Pod tym względem proces „błotny” istotnie wymierzony jest w każdego z nas.

Nawiasem mówiąc, czy zdaje się wam, iż ludzie wojujący na Majdanie z Berkutem, na co dzień korzystali z Facebooka i uczęszczali do modnych kijowskich restauracji, podobnych do moskiewskiego „Jean-Jaquesa”?. Moim zdaniem, chyba nie. Moja hipoteza jest inna, ludzie z bojowego centrum Majdanu, to ci właśnie, którzy od dzieciństwa obserwowali i odczuwali na sobie technologie policyjnej przemocy. I na własnej skórze poznali mechanizm bezprawia policzjnego: będą bić, dokąd nie powiesz dziękuję, za to, że cię nie wsadzili za kratki. Stąd wzięła się świadomość i determinacja, jakie doprowadziły do zwycięskiego skutku.


„Proces Błotny” – to historia przemocy, która zajęła miejsce prawa. Dlatego jest wymierzony we wszystkich wierzących w praworządność i sprawiedliwość. 





Kirył Rogow (1966), wybitny intelektualista rosyjski średniego pokolenia, publicysta, politolog, analityk Instytutu Gospodarki Okresu Przejściowego im. Jegora Gajdara. 






niedziela, 23 lutego 2014

Borys Niemcow: Lekcja Majdanu

Nie cała Rosja daje się ogłupić kremlowskiej propagandzie na temat wydarzeń na Ukrainie. W Rosji obecne są wszystkie te negatywne zjawiska (korupcja, arogancja władzy, kryzys gospodarczy),  które na Ukrainie doprowadziły do rewolucji – uważa były wicepremier, dziś jeden z liderów anty kremlowskiej opozycji Borys Niemcow.


Jego zdaniem cierpliwość Rosjan nie będzie wieczna. Rosyjskiego Majdanu w przyszłości nie da się wykluczyć.


Janukowicz jest wszystkiemu winien




Majdan na 100% został sprowokowany przez Janukowicza.  Jego przyczyny są następujące:


Borys Niemcow od lat krytykuje reżim Wladimira Putina
za korupcję i represje wobec jego krytyków/ 


1. Bezprecedensowe oszustwo (przypomnijcie sobie, jak Janukowicz przez dwa lata pod rząd przekonywał ukraińskie społeczeństwo, iż pragnie eurointegracji, i jak potem oszukał)

2. Niewiarygodne złodziejstwo. Dzieci Janukowicza dorobiły się podczas jego rządów miliardowej fortuny, poziom korupcji na Ukrainie jest wyższy, niż w Rosji Władimira Putina.

3. Kryzys gospodarczy i zubożenie społeczeństwa. Ukraińskie pensje są wielokrotnie niższe od rosyjskich. W kraju panuje wysokie bezrobocie, emerytury i pensje pracowników sfery budżetowej są bardzo niskie.

4. Pogardliwy stosunek do społeczeństwa i niechęć do prowadzenia z nim dialogu i poszukiwania kompromisu. Cała historia Majdanu, od listopada,  bierze się właśnie stąd.

5. Stosowanie przemocy wobec obywateli. Nawet wówczas, kiedy protesty nosiły pokojowy charakter. Tak przebiegały wydarzenia nocą 30g0 listopada, tak samo w grudniu.

6. Uzurpacja władzy. Zmiana konstytucji na swoją korzyść i przyjęcie w połowie stycznia dyktatorskich ustaw (o agentach obcych państw, zakazie demonstracji, itd.).

Wszystko to stało się przyczyną ludowego powstania i obalenia Janukowicza. Nie mam najmniejszych wątpliwości, iż kwestia jego rezygnacji zostanie rozwiązana lada moment. Jego minister spraw wewnętrznych Zacharczenko uciekł z kraju, nikt już nie stanie w jego obronie. Istnieją za to organy władzy gotowe ogłosić Impeachment Janukowicza. Rada Najwyższa Ukrainy już pewnie zaraz przeprowadzi w tej sprawie stosowne glosowanie (wpis na blogu Niemcowa ukazał się na chwilę przed sobotnim glosowaniem Rady o pozbawieniu Janukowicza stanowiska prezydenta – „media w Rosji”).


W programie telewizja "Rossija" prowadzonym przez Władimira
Sołowjowa uczestnicy straszyli publiczność okrucieństwem
banderowskiego faszyzmu. 

Majdan w Rosji?


A teraz przyjrzyjmy się sytuacji w Rosji. U nas także obecne są wszystkie te zjawiska, które stały się przyczynami Majdanu.

1. Oszukiwanie ma u nas jeszcze bardziej podły i cyniczny charakter, niż w Kijowie. Przypomnijcie sobie zapluwających się Kisielowów, Żyrinowskich, Żeliezniaków, Sołowjowów (pro kremlowscy publicyści i politycy, którzy ostatnio szczególnie krytycznie komentowali sytuację na Ukrainie – „media w Rosji”) i ich wezwania do krwawej rozprawy ze społeczeństwem. Opowieści o terrorystach i faszystach na Majdanie emitowane od rana do wieczora przez naszą zdegenerowaną telewizję.

2. O złodziejstwie pisać nie będę. Sami wiecie wszystko.

3. W Rosji nie ma ciężkiego kryzysu gospodarczego, ale obserwujemy dewaluację waluty i stagnację ekonomiki.

4. Paraliż dialogu. Mamy monolog Kremla. Widzimy jego pomagierów w ekstazie klaszczących w dłonie. Cała nasz Duma jest nic nie warta.

5. Przemoc stosowana przez władze. Więźniowie polityczni. Bezwzględne tłumienie akcji protestu.

6. Uzurpacja władzy w Rosji jest większa nawet, niż na Ukrainie. Putin kurczowo trzyma się władzy i chce rządzić aż do śmierci.

Widzę tylko dwie różnice. Putin ma więcej pieniędzy. Nasze społeczeństwo gotowe jest znosić więcej. Ale cierpliwość narodu nie będzie trwać wiecznie.

Czy Kreml jest w stanie wysnuć wnioski z lekcji Majdanu? Czy władza będzie teraz mniej kłamać i kraść? Czy będzie gotowa zwrócić obywatelom ich prawa i wolność i zrezygnować z wiecznych rządów? Mam wielkie wątpliwości. Najpewniej będą jeszcze bardziej kłamać, jeszcze bardziej kraść, i by utrzymać się u władzy postawią na represje.

Wtedy okaże się, że rosyjski Majdan jest nieunikniony. Cała odpowiedzialność spadnie wtedy na cyniczną i żądną zysków rosyjską władzę. Wtedy i na nich spadnie przekleństwo, tak jak teraz przeklęty jest Janukowicz.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




czwartek, 20 lutego 2014

Pisarz Borys Akunin: strach Putina przed Majdanem w Rosji

Liberalna Rosja w niemym przerażeniu obserwuje wydarzenia w Kijowie. I tak, jak pisarz Borys Akunin, obawia się możliwej reakcji swojego prezydenta:  dalszych surowych kar  i represji w stosunku do oponentów. 


Blog Borysa Akunina


Oglądam transmisję z Kijowa – myślę o Moskwie. O tym, że i u nas może się to zdarzyć i jakie to będzie straszne.

Najważniejsze, iż przecież nikt tego nie chce, z wyjątkiem, tych najbardziej szalonych, z tej i z tamtej strony. Pierwszym śni się rewolucja, drugim śni się Gułag.

Spoglądacie tak na sytą, migocącą światełkami reklam Moskwę i nie wierzycie, że coś takiego jak w Kijowie jest u nas możliwe. Prawda?

Ale Putin w to wierzy. Tylko tak, można wytłumaczyć wszystkie jego działania. Ale te działania są niemądre. Nie wiadomo, po co drażni, i tak już rozdrażnioną publiczność bezmyślnym propagandowym gdakaniem w telewizji. Nie wiadomo, po co dusi telewizję „Dożd’” i radiostację „Echo Moskwy”, choć ich publiczność, tak czy inaczej, odwróciła się od niego na zawsze. Za to swoich Putin nie rzuca nigdy, nawet jeśli są oczywistymi przestępcami. Niestety – tak działa świadomość małolata.

Jeśli jutro wtrąci na długie lata do więzienia demonstrantów z Placu Błotnego (21go lutego sąd w Moskwie ma wydać wyrok w tej sprawie – „MediawRosji”) – zgodnie z typową logiką Putina, tak należy zareagować na Majdan – trzeba  potem będzie posadzić  jeszcze wielu. Ludzi z pasją u nas dostatek….. Otwarta niesprawiedliwość nawet flegmatyków zmienia w pasjonarnych aktywistów. Tak to potoczy się dalej. I pewnego dnia, to co wydaje się nam dziś strasznym snem, zamieni się w rzeczywistość.


Trzeba nam bardzo, by nasz władca dojrzał jak najszybciej. Wszyscy razem powinniśmy dokładnie przestudiować ten obraz: 





środa, 19 lutego 2014

Rewolucjoniści na Majdanie.

Jeszcze przed obecnym zaostrzeniem sytuacji w Kijowie Olga Musafirowa, dziennikarka opozycyjnej, moskiewskiej „Nowej Gaziety” przeprowadziła wywiad z Dmitro Jaroszem, liderem szczególnie aktywnej w ostatnich wydarzeniach na Ukrainie, radykalnej organizacji „Prawy Sektor”.  

 

Ukrainie potrzebna jest rewolucyjna przebudowa systemu sprawowania władzy – uważa Jarosz. Presja Rosji ustanie, gdy i w niej samej dojdzie do przekształceń rewolucyjnych i uda się obalić tyranię. 

 

„Media w Rosji” publikują obszerne fragmenty wywiadu opublikowanego w „Nowej Gazietie”  w dniu 17 lutego.


Prowodnyk


Olga Musafirowa:
Jak Pana przedstawić czytelnikom „Nowej Gaziety”?

Dmitro Jarosz:
Dmitro Jarosz (ur. 1971) , prowodnyk organizacji "Prawy Sektor" dążącej
do rewolucyjnej  rekonstrukcji systemu sprawowania władzy na Ukrainie. 

Jestem „prowodnykiem” (komendantem – redakcja) ogólnoukraińskiej organizacji „Tryzub” imienia Stiepana Bandery. Większą część życia poświęciłem właśnie „Tryzubowi”. Urodziłem się w 1971 roku w Dnieprodzierżyńsku, w obwodzie dniepropietrowskim. Pracowałem w kombinacie metalurgicznym, służyłem w armii radzieckiej. Zajmowałem się działalnością społeczno-polityczną w takich organizacjach jak „Ruch Narodowy”, „Ukraiński Związek Helsiński”. Jestem z wykształcenia filologiem, w 2001 roku ukończyłem uniwersytet pedagogiczny w Drohobyczu, w obwodzie iwano-frankowskim.

Olga Musafirowa:
- Był Pan także wykładowcą?

Dmitro Jarosz:
- Nie (z uśmiechem), nie pracowałem jako wykładowca. Ale wygłosiłem setki wykładów na obozach przygotowawczych, więc zostałem i pedagogiem.

Olga Musafirowa:
- Chcę zapytać o moskiewski fragment pańskiej biografii.

Dmitro Jarosz:
- EEEE…. To lipa, fejk. W moim życiu nie było żadnego moskiewskiego okresu. Ja już dałem znać kolegom, żeby nie rozpowszechniali tej głupoty.

Od redakcji:
Na oficjalnej stronie lidera „Prawego Sektoru” na Facebooku, pewien Siergiej Nazarewicz, zamieścił pełne zachwytu wspomnienie o przyjacielu z czasów młodości. Moskwa, 1989 rok, Ukraiński Klub Kulturologiczny „Sławutycz”  już wtedy irytował swoim ostrożnym stanowiskiem co bardziej radykalnie nastrojonych rodaków, wśród nich Jarosza i Nazarewicza. To oni w ramach klubu tworzą komórkę o nazwie „Szalionyj Ruch” („Wściekły ruch”).

Kolejne zebranie. Wielka sala. Świąteczna atmosfera. Wystąpienie konsula Ukraińskiej SSR. Wystąpienie Tarasa Sipienko o Księdze Wełesowej (tak – red.. W pewnym momencie na scenę wchodzi Dmitro Jarosz. I wypowiadając słowa: jestem teraz obywatelem niepodległej Ukrainy pokazuje swój radziecki paszport, po czym wyrywa z niego strony zadrukowane po rosyjsku i podpala je. Na ten widok tolerancyjnym „sowieciarzom” „Sławutycza” opadła szczęka.

Olga Musafirowa:
- Tak więc w czasach radzieckich nie było pana w Moskwie i nie spalił pan paszportu?

Dmitro Jarosz:
- Jakoś tam bywałem. Brałem udział w głodówce związanej z ekologią. Uczestniczyłem w pikiecie na Arbacie, spoktałem znanych dysydentów ukraińskich, Łukjanienko, Chmarę. Ale żeby palić…. Sam się zdziwiłem, kiedy to przeczytałem.

Prawy Sektor


Olga Musafirowa:
Jak powstała organizacja, jakie macie zamiary, kto was finansuje, jak jest wasze miejsce na mapie politycznej kraju?

Dmitro Jarosz:
Oficjalna strona interenetowa "Tryzuba"
„Prawy Sektor” powstał w listopadzie zeszłego roku. Inicjatorem był „Tryzub” imienia Stepana Bandery. Dołączyli do nas nasi bracia z UNA-UNSO, „Patriotów Ukrainy” „Zgromadzenia socjal-narodowego”, a także różnych struktur regionalnych, na przykład z „Karpackiej Sieci”. Dołączył także „Biały młot z Kijowa”.

Olga Musafirowa:
To ci, którzy atakowali nielegalne salony gier hazardowych i apteki, w których sprzedawano narkotyki?

Dmitro Jarosz:
- Tak, tak. Powstała platforma dla młodych obywateli przejętych duchem rewolucyjnym. Po raz pierwszy daliśmy o sobie znać, kiedy zezwierzęcony Berkut rozpędził studentów nocą 30 listopada. To był ich chrzest bojowy. Przykryli sobą ludzi, umożliwili pobitym ukrycie się w Michajłowskim Chramie. Także wtedy sformowaliśmy pierwsze sotnie „Samoobrony Majdanu”.  Chłopaki zademonstrowali prawdziwe męstwo podczas próby szturmu miasteczka namiotowego 11 grudnia. Najważniejszy moment w naszej działalności do tej pory – to rzecz jasna wydarzenia na ulicy Hruszewskiego. Przekształciliśmy się w ogólnoukraiński ruch rewolucyjny. Nasze struktury pojawiły się w regionach. Zgłasza się do nas masa ludzi, gotowych wesprzeć nas finansowo, jestem tym wzruszony. Ludzie przynoszą setki tysięcy hrywien, przyjmuje je nasza komendantura. Mamy precyzyjnie określony cel: to obalenie obecnie istniejącego reżimu, pełne przeformatowanie rzeczywistości, zbudowanie nowego jakościowo systemu  sprawowania władzy.

Olga Musafirowa:
- Jesteście zwolennikami państwa narodowego?

Dmitro Jarosz:
- To oczywiste. Chcemy budować państwo dla narodu ukraińskiego, w którym będą przestrzegane prawa i wolność każdego obywatela.

Olga Musafirowa:
- Ma pan na myśli „Naród polityczny”, marzenie byłego prezydenta Wiktora Juszczenki?

Dmitro Jarosz:
- Wie Pani co, ja nie lubię fałszywych określeń. Rodowity naród na Ukrainie to Ukraińcy, jesteśmy w niej gospodarzami, nie mamy innego kraju, tak jak nie mają go Francuzi, czy Niemcy. Ale obca jest nam ksenofobia. Także dla mniejszości narodowych chcemy stworzyć odpowiednie warunki. Choć chcę podkreślić, tylko dla tych, którzy szanują naszą ziemię. Tę propozycje sformułował jeszcze Stepan Bandera: pierwsza kategoria – to nasi współbracia, ci którzy razem z Ukraińcami walczą o nasze narodowe interesy. Kategoria druga, to ludzie wobec nas tolerancyjni, my także wobec nich zachowujemy tolerancję, to naturalne, nie zwracając uwagi na ich narodowość. I jest kategoria trzecia – to ci, którzy do naszego prawa odnoszą się wrogo. My ich także będziemy traktować jak wrogów. Podkreślam to w każdej rozmowie z dziennikarzami, takiego rodzaju porządki obowiązują w każdym cywilizowanym państwie. Ale Ukraina przypomina dziś państwo „niczyje”. Przecież nasze kryminalno-oligarchiczne grupy nie pełnią roli gospodarza kraju.

Olga Musafirowa:
- Ale władzę dziś się zdobywa nie w rezultacie ulicznych walk, ale poprzez wybory?

Dmitro Jarosz:
- Dziś ważne jest zwycięstwo procesu rewolucyjnego. Dziś nie pozwalają nam posuwać się do przodu pokojowymi metodami, także z powodu presji z zagranicy. Ryzyko zaostrzenia się konfliktu na Ukrainie pozostaje bardzo wysokie, istnieje także wielkie niebezpieczeństwo, iż będą stosowane prowokacje, włączając w to akty terrorystyczne. Po zwycięstwie będziemy mogli mówić o udziale „Prawego sektoru” w życiu politycznym, w tej, lub w innej formie. Na przykład w wyborach.

Olga Musafirowa:
- Działacie w stolicy. W jaki sposób docieracie do regionów?

Dmitro Jarosz:
- Rośniemy jak grzyby po deszczu. I nie tylko na zachodzie kraju, także w Doniecku, Ługańsku, na Krymie. „Ultrasi” masowo wstępują w szeregi nacjonalistów. Nie jesteśmy na razie w stanie kontrolować tego procesu na sto procent.

To wszystko dzieje się żywiołowo, ludzie do nas telefonują, kontaktują się przez sieci społecznościowe. Zapraszamy ich do Kijowa, przyglądamy się, sprawdzamy z kim mamy do czynienia, czy szanują te same zasady, co my. Za kilka tygodni będziemy wiedzieli jak wygląda nasza mapa w całej Ukrainie. Także na poziomie poszczególnych rejonów. Ale chcę powiedzieć, że powstają także lipne, fałszywe komórki.

Mamy już dość…


Olga Musafirowa:
- Co przeszkadza połączeniu się „Prawego sektora” ze „Swobodą”? Macie zamiar zostać ich grabarzami?

Dmitro Jarosz:
- Między partią obecną w parlamencie, a ruchem ogólnonarodowym istnieje wielka różnica. Nasze czysto ludzkie kontakty z członkami Swobody są bardzo dobre. Ale ich politycy są niekonsekwentni , takie są ich oświadczenia na Majdanie, ich działania na ulicy także podporządkowane są pewnym rygorom. Z tego punktu widzenia, nam przeciwnikom systemu jest łatwiej.

Olga Musafirowa:
- "Prawy Sektor” pojawił się na studenckim Euromajdanie. Skandowaliście „Dyskoteka – nie! Rewolucja – tak!” . Wtedy, kiedy Rusłana zaśpiewała „Czerwoną rutę” i poprosiła o włączenie latarek w telefonach komórkowych. I niekiedy krzyczeliście „Rusłanę na pal!” Milicja później twierdziła, iż to ją zaatakowano. Ludzie w maskach na twarzy zaczęli w nią rzucać metalowymi przedmiotami i płonącymi polanami.

Dmitro Jarosz:
- Kiedy wyposażony w tarcze i plastikowe pałki batalion Berkuta posuwa się do przodu, w oczywistym zamiarze, by bić jak najmocniej, kiedy protestujących okrążają wojska wewnętrzne  to zaczynasz rozumieć, oni tu przyszli, nie po to, by nas prosić o rozejście się, a po to by rozpędzić. To nie nasi komendanci pierwsi użyli siły, nie oni zaatakowali. A jeśli chodzi o Rusłanę… Wtedy odczuwaliśmy młodzieńczy zapał bojowy, nie byliśmy w stanie wszystkiego kontrolować, teraz nasze stosunki są doskonale.

Olga Musafirowa:
- Bitwa na Bankowej – także nie ponosicie za nią odpowiedzialność?

Dmitro Jarosz:
- To możliwe, iż jacyś oddzielni ludzie od nas brali w tym udział. Chociaż to jasne, iż w ten sposób nie da się wziąć administracji prezydenta, niczym Termopile. Tam dał o sobie znać nastrój sprawiedliwego gniewu ze strony ludu. Mamy już dość. Wystarczy ! Ale nasz cel strategiczny był inny, zależało nam na umocnieniu pozycji na Majdanie. I cel ten zrealizowaliśmy.

Olga Musafirowa:
- Niech Pan popatrzy. Nakręciłam ten film przy pomocy telefonu. Noc z 21 na 22 stycznia. Ulica Hruszewskiego. Ogień, kłęby dymu, koktajle Mołotowa, wystrzały Berkutu. W pobliżu restauracji „Suszija” szykuje się do wymarszu na barykady kolejny oddział „Prawego Sektoru”. Zasłonięte twarze, odpowiednie wyposażenie, ale to się rzuca w oczy, wśród wyruszających do walki są niepełnoletnie dziewczynki. Chronią je, ustawiają w drugim szeregu. Ale już za chwilę drobna postać z czarno-czerwoną flagą pojawia się na dachu kabiny spalonej ciężarówki Ural i zaczyna na  niej tańczyć.

Dmitro Jarosz:
W dniach 21 i 22 stycznia na ulicy Hruszewskiego doszło po raz pierwszy
podczas obecnych wydarzeń na Ukrainie do regularnych walk
protestujących z milicją.
 
- Spróbuj je przegnać. Mogliśmy z nich formować grupy sanitarne. Ale wtedy słyszymy… kim ty jesteś… ? Jakie masz prawo wydawać rozkazy? (śmieje się). Dziewczyny wywarły na mnie wielkie pozytywne wrażenie podczas tych wydarzeń. Chwała Boga, ani jedna nie została zraniona, nie odniosła kontuzji. Ale ich duch ! Niewielkiego wzrostu z młotkiem przyklejonym taśmą klejącą do nogi. Po jej oczach widać, iż gotowa jest walczyć z Berkutem do końca. Ukraińskie kobiety zawsze wyróżniały się bohaterstwem. Takich, jak one, nie ma na całym świecie.

Olga Musafirowa:
- Na stronie „Tryzuba” znaleźć można systemowy opis bojowych doświadczeń partyzantów czeczeńskich. To dla was podstawowy kanon….?

Dmitro Jarosz:
- W naszej walce stosujemy „narodowo-zdalną” metodologię, staramy się korzystać z najlepszych doświadczeń wszystkich narodów. Jeśli idzie o szkolenie młodych ludzi w wieku przedpoborowym – zajmowałem się tym ok. 20 lat – kampania czeczeńska jest bardzo ważna. Pragniesz pokoju – szykuj się do wojny i tak żeby zwyciężyć, tracąc jak najmniej krwi. W naszych szeregach są Ukraińcy walczący w Czeczenii z siłami federalnymi.

Olga Musafirowa:
- Ukraina i Rosja, Ukraina i Unia Europejska, Ukraina i USA. Jaki obraz świata wam odpowiada?

Dmitro Jarosz:
- Występujemy za dobrosąsiedzkie stosunki, nie walczymy z rosyjskim imperializmem jako takim. Ukraina jest samowystarczalna, niech nikt nie próbuje leźć w nasze sprawy. Wywierana na nas presja ustanie wtedy, kiedy także w Rosji dokona się rewolucyjna transformacja. W oddziałach „Prawego Sektora” i Rosjanie i Białorusini uczę się metod walki z tyranią.

Ukraina powinna stać się podmiotem, a nie przedmiotem geopolityki. Taki scenariusz jest możliwy, tylko wówczas, gdy silne państwo będzie rozkwitać. Umowę stowarzyszeniową z Unią trzeba podpisać, ona stwarza nam określone możliwości i buduje antyrosyjską barierę. Ale jesteśmy kategorycznie przeciw pełnemu członkostwu Ukrainy w Unii. Brukselski, biurokratyczny potwór narzuca narodom zbyt wiele negatywnych rzeczy. To polityka antychrześcijańska, tępienie tożsamości narodowych, niszczenie tradycyjnych wartości rodzinnych, i tak dalej.

USA odgrywają rolę światowego żandarma, NATO, blok zbudowany wokół USA miesza się do wszystkiego. Trzeba ograniczyć imperialistyczne wpływy Ameryki. Ale z Ameryką  jest łatwiej, niż z Rosją, w końcu znajduje się za oceanem.

Olga Musafirowa:
-A teraz porozmawiajmy o osobistych ambicjach Dmitro Jarosza w ukraińskiej polityce.

Dmitro Jarosz:
- Wolałbym pójść już na emeryturę. Mam troje dzieci, dopiero co urodził  się wnuk, a ja wciąż muszę tu sterczeć.


Jak Rosja odbiera kryzys na Ukrainie? Inne publikacje na blogu.



sobota, 15 lutego 2014

Chwała Bogu, iż 25 lat temu wyszliśmy z Afganistanu…

25 lat temu, po dziesięcioletniej wojnie, wojska radzieckie wyszły z Afganistanu. Pozostawiły po sobie chaos i zniszczenia. Wojna w Afganistanie okazała się dla obywateli Związku Radzieckim potężną traumą. Jedną z tych, która przyspieszyła upadek radzieckiego imperium. Wiaczesław Izmajłow, publicysta opozycyjnej „Nowej Gaziety” brał w niej udział. Teraz marzy o tym, by wojska rosyjskie już nigdy nie musiały nigdzie wchodzić. 


Autor: Wiaczesław Izmajłow



Data o charakterze jubileuszowym. 15 lutego 1989 roku radzieckie wojska wyszły z Afganistanu. Tak zakończyła się dla nas, obywateli radzieckich afgańska tragedia. Ale, nie zakończyła się ona dla samych Afgańczyków i dla tych, którzy przyszli tam po nas.

15 lutego 2014 roku mija 25 rocznica wy-
prowadzenia wojsk radzieckich z Afganistanu
Dla nas ta historia zaczęła się w końcu grudnia 1979 roku. Zaledwie kilku ludzi (można ich policzyć na palcach) podjęło decyzję, o tym, iż Związek Radziecki powinien wziąć udział w zbrojnej walce po jednej ze stron wewnętrznego afgańskiego konfliktu.

Ile stron w nim uczestniczyło? – nawet specjalistom nie łatwo było dać prawidłową odpowiedź.  Z resztą ich wtedy, nikt nawet nie spytał o zdanie.

Decyzja trzech starców 


Trzech-czterech ludzi z Biura Politycznego KPZR zadecydowało o wszystkim: Leonid Breżniew, sekretarz generalny, Dmitrij Ustinow, minister obrony, Jurij Andropow, przewodniczący KGB… Wszyscy byli już w sędziwym wieku, choć nie byli jakimiś całkowitymi starcami, wszyscy na coś chorowali. Dzięki kremlowskiej służbie zdrowia żyli dłużej, niż wynosiła wówczas statystyczna średnia długość życia radzieckich mężczyzn.

A jak zachowali się wówczas pozostali, młodsi członkowie Biura Politycznego? Na przykład Michaił Gorbaczow, wówczas kandydat na członka Biura Politycznego, albo inny kandydat Michaił Szewardnadze? Dowiedzieli się o wysłaniu wojsk ze Śródków masowej informacji.

Rządząca wówczas w Afganistanie Partia Ludowo-Demokratyczna kontrolowała 13 % terytorium swojego kraju.

A my wmieszaliśmy się w konflikt wewnątrz partii.

Leonid Breżniew, Dmitrij Ustinow, Jurij Andropow wkrótce potem umarli. Z trudom dotrwali do polowy wojny. Potem już tylko jakaś inercja spowodowała, iż trwała ona jeszcze pięć lat. Nikt już nie zdawał sobie sprawy, po co walczymy w Afganistanie.

Przybyłem do Afganistanu w 1985 roku. Jeden z dowódców (należącej do, jak przyjęto wówczas mówić, „ograniczonego kontyngentu wojsk radzieckich”), 40ej armii powiedział mi wtedy, iż tej wojny starczy i dla naszych dzieci i dla naszych wnuków. Od innego usłyszałem: „Jesteśmy tu dlatego, iż nasza armia zbyt się zmęczyła latami bez wojny”. Wszystkie moje iluzje na jej temat rozsypały się, kiedy pewien młody oficer z uśmiechem powiedział mi w oczy: „Porządny Afgańczyk, to martwy Afgańczyk”. Na każdym kroku słyszeliśmy hasła : ”Obronimy południowe rubieże Związku Radzieckiego”, „Wypełnimy nasz internacjonalistyczny obowiązek”.

Wydostać się z bagna


Już na drugi dzień w Afganistanie zrozumiałem, że należy w jakiś sposób wydostać się z tego bagna, a jeszcze do tego pozostać człowiekiem. Zrozumiałem, że muszę chronić swoich podwładnych, towarzyszy i Afgańczyków. I że w miarę możliwości, samemu też należałoby zachować życie (komu jeszcze oprócz mnie potrzebne były moja żona i córka). W podobny sposób oceniali sytuację liczni żołnierze, oficerowie i generałowie.

Jeszcze inni wybrali „mamonę”. Ale my wszyscy, ci dobrzy i źli, pełniąc służbę znaleźliśmy się w bagnie. Kto w nim ubrudził się, jeden Pan Bóg to wie.

O wielu „Afgańcach”, których znam mogę powiedzieć, iż są ludźmi honoru. Ale podziały między nami także bywają ogromne. Zobaczyliśmy to jesienią 1996 roku, gdy ludzie dzielący między sobą w Afganistanie skórkę od chleba, nie potrafili podzielić milionów. Wtedy właśnie, przy pomocy  bomby podłożonej na Cmentarzu Kotlakowskim wielu jedni afgańscy kombatanci zabili wielu ze swych towarzyszy broni.

Odpowiednią odznakę otrzymali
wszyscy kombatanci wojny w
Afganistanie
Władze ze swej strony starają się, byśmy się jednoczyli. Albo może lepiej powiedzieć, starają się nas powiązać. Wszystkim nam, mającym za sobą Afganistan, wręczono odznakę „Od wdzięcznego narodu afgańskiego”. Tam na górze, na pewno doszli do wniosku, że naród afgański powinien nam być wdzięczny za to, że nie zdołaliśmy zabić wszystkich Afgańczyków.

Niektórzy poszli dalej….

W ośrodku zdrowia, w podmoskiewskim miasteczku Żukowski (to tam znajduje się nasz ośrodek badań lotniczych), na drzwiach prowadzących do gabinetu lekarskiego wisi napis: „Uczestnicy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i innych wojen mają prawo od wizyty poza kolejnością”. W tym napisie chodzi także o tych, którzy walczyli w Afganistanie i Czeczenii.  Ale nas jest tak wielu, że sami musi stanąć w długiej kolejce. Ale w jakiej kolejce powinna stanąć matka czeczeńska, która w tej wojnie straciła dziecko, albo matka rosyjska, która w Czeczenii straciła syna? Tak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Na szczęście, chwała Bogu, 25 lat temu wyszliśmy z Afganistanu. I chwała Bogu, iż kilka lat temu (nikt nie wie dokładnie kiedy) wyszliśmy z Czeczenii. Teraz Boże Wszechmogący spraw, byśmy nigdy i nigdzie nie musieli wchodzić. Ani my, ani nasze dzieci i wnuki.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 



środa, 12 lutego 2014

Reżyser Sokurow do Putina: nie wierzę, że przestraszył się pan krytyki i satyry

Pozbawiona dostępu do sieci kablowych niezależna telewizja Dożd’ walczy o przetrwanie. W jej obronie list otwarty do prezydenta Putina napisał wybitny reżyser filmowy Aleksander Sokurow.


„Ktoś sieciom kablowym powiedział, że to Pan, Władimirze Władimirowiczu, wydał takie polecenie. Nie wierzę w to. Nie wierzę, że prezydent Federacji Rosyjskiej przestraszył się satyry i krytyki."


Z młodymi trzeba prowadzić dialog. Nie wolno uciekać od odpowiedzi na najtrudniejsze pytania – apeluje Aleksander Sokurow. 





Szanowny Panie Prezydencie,


Upłynęło kilka miesięcy, od kiedy moja dusza nie może znaleźć spokoju.
Ostatnio pochłonęła mnie całkowicie atmosfera pracy nad nowym filmem o Drugiej Wojnie Światowej. Ale przez cały czas dochodzą do mnie głosy moich rodaków, po raz kolejny uwikłanych w wielką batalię o charakterze politycznym.

Moja Ojczyzna znów znalazła się w okopach, wszędzie przekleństwa,  działania bojowe, agresywne przemówienia.

Aleksander Sokurow jest laureatem
najważniejszych festiwali filmowych. 
Nie wiadomo, kiedy to się skończy. Kolejny raz tracimy siły nie na tworzenie, a na walkę – i znów z wrogiem wewnętrznym. W tych politycznych bojach uczestniczy nawet Cerkiew Prawosławna.
Korzystamy z naszego potencjału nie w celu odbudowy gospodarki, przemysłu. Nie szukamy odpowiedzi na pytania z zakresu stosunków między etnicznych. Nie staramy się o rozwój kultury w dużych i małych miastach, czy na wsi.

Jak byłoby dobrze, gdybyśmy się zmobilizowali i zajęli rozwiązywaniem problemów. Ale niestety, ze  wszystkich sił staramy się podnieść poziom frustracji politycznej, manifestujemy nieodwracalną agresję.

Człowieka ogarnia beznadzieja, gdy ogląda programy polityczne naszych federalnych stacji telewizyjnych. Ludzie zajmujący oficjalne stanowiska nawołują do tego, by palić ludzi, dyskryminować, wypędzać, zabijać. Demonstracja innego punktu widzenia uważana jest za przestępstwo.
W oczach i słowach wypowiadanych przez naszych parlamentarzystów dostrzec można wojujące szaleństwo.

Ale jak tak może być?

Dokoła – społeczeństwo.

Różnorodne. Żyjące w trudnych warunkach. Poddające się emocjom.

Młodsza część społeczeństwa urodziła się i kształtowała w nowych czasach, wolnych od ducha totalitaryzmu. I tę zaskakująco młodą część naszego społeczeństwa charakteryzuje niepewność, wielu młodych ludzie jest marnie wykształconych, nie objęła ich choćby w minimalnym stopniu szkoła „socjalizacji”.

Druga część młodzieży, pozbawiona Przewodnika, inspiracji szuka w nazizmie, z którym na śmierć i życie walczyli nasi ojcowie i dziadkowie.

Jest i trzecia grupa. To ludzie o gorących i emocjonalnych sercach, problemami Ojczyzny przejmują się jak własnymi. I to oni właśnie, nie potrafiąc realnie ocenić swoich możliwości, podejmują aktywne działania wymierzone we władze.

Osobiście bardzo przejmuję się właśnie losem młodych ludzi, tych wszystkich, o których przed chwilą wspomniałem. Wszystkich wyeliminowano z procesu tworzenia rzeczywistości , grając na emocjach, wciąga się ich do udziału w fałszywych spektaklach politycznych.

Może nie musielibyśmy się martwić, ale rosyjskie społeczeństwo nie jest trupą teatralną. Brakuje nam artyzmu. Państwo rosyjskie dawno już przestało być teatrem.

Co robić…


Przecież pragniemy wspólnie z młodymi żyć i mieszkać w jednym państwie – musimy zmądrzeć.
Pan, Władimirze Władimirowiczu, wzywał do tego niejednokrotnie.

Moje pokolenie nie potrafi współdziałać, „śpiewać chórem” – nieważne dużym, czy małym. Mamy określone doświadczenia społeczne, zachowaliśmy pamięć o życiu w trudnych czasach.

I jeszcze, rzecz jasna, charakteryzuje nas poziom wiedzy oraz miłość do Wielkiej Kultury i do Wielkiej Sztuki Rosyjskiej. Zdajemy sobie dobrze sprawę z tego, ile wysiłku kosztowało nas wykształcenie u ludzi tej pasji dla kultury – nas wychowywano, ale potrafiliśmy też samodzielnie wyciągnąć się z błota.

Najlepszymi z nas okazali się nasi wielcy humaniści, dysydenci-buntownicy. Oni pierwsi podjęli walkę z manipulacjami o charakterze politycznym. Walczyli o prawa człowieka, wtedy, gdy miliony wolały milczeć.

To byli też nasi młodzi obywatele. To oni oddali władzę współczesnym politykom i naszym miliarderom. Dzięki nim, wolnością mogą cieszyć się obecnie różne wyznania religijne.

Pozbawiona od kilku tygodni dostępu do
sieci kablowych niezależna stacja TV Dożd'
walczy o przetrwanie. 
Brak uznania i troski dla naszych młodych rodaków równy jest samobójstwu. W każdej dziedzinie życia istotnej dla społeczeństwa, energia młodych zasługuje na cierpliwą i mądrą uwagę. Zasługuje na nagrodę. Powinniśmy wsłuchiwać się w głos młodych, zwracać uwagę, co mają do powiedzenia. Życie samo z siebie jest wielkim ciężarem, to taki „bucik bez pary”, potrafi ostudzić parzącą niektórych kipiącą energię . Energia młodych – to nadzieja, by i społeczeństwo odczuło powiew ciepła.

I tak 10go lutego sieci kablowe wyłączyły sygnał stacji telewizyjnej „Dożd’” i nas użytkowników pozbawiły jego programu. Jaka ustawa to umożliwiła?

Ktoś im powiedział, że to Pan, Wladimirze Władimirowiczu, wydał takie polecenie. Nie wierzę w to. Nie wierzę, że prezydent Federacji Rosyjskiej przestraszył się satyry i krytyki.

Jacyś faceci starają się Panu wysługiwać


Ci ludzie, od kilkudziesięciu lat, każdego dnia karmią społeczeństwo frazesami, zapełniają ekrany przemocą, obrzucając błotem myślących inaczej.

Brakuje im wszelkiej inicjatywy. Gdy padamy ofiarą katastrof, klęsk żywiołowych, gdy znajdujemy się w żałobie, zdolni są tylko do pacyfikacji śmiałych nadawców. Mają drobne oczka, wielkie uszy i demonstrują wyłącznie cynizm.

Panie Prezydencie! W tej telewizji pracował najmłodszy kolektyw autorski, nie tylko w Rosji, ale i na całym świecie. Cokolwiek, by o nich nie opowiadano – ten zespół stal się dla nas wielką narodową wartością, stanowił wyjątek pod każdym względem. Sam się dziwię, jakim cudem udało się zbudować tego rodzaju zespół? W kraju pozbawionym prawdziwego, narodowego programu, wartościowego środowiska zawodowego, w którym istnieje wyłącznie moskiewska telewizja, moskiewska polityka i kultura. Gdzie „Dożd’” znalazł tych młodych, wykształconych, przystojnych, odważnych ludzi. Z jakiej przybyli do nas planety?

Od razu widać – nie będą się  biczować .

Młodzi. Popełniają błędy, takie, jakie młodzi powinni robić.

Na czym polega ich błąd? Na tym, że stawiają pytania, jakich należałoby oczekiwać od ich pokolenia? Raz tylko w życiu spotkał mnie zaszczyt rozmowy z wybitnym Rosjaninem, Wiktorem Astafiewem (wybitny pisarz rosyjski – MWR).  Podczas tego spotkania z goryczą i łzami w oczach powtarzał… blokada…, blokada…, ilu zginęło ludzi… było jakieś wyjście….

Możemy unikać zadawania dotyczących historii pytań, ale potem to one nas odnajdą, w najbardziej nieodpowiednim momencie.

Jakie to dziwne. Tyle razy, my obywatele, zadawaliśmy ze zdumieniem pytania o politykę programową naszych federalnych kanałów telewizyjnych. Brakuje im  smaku, pokazują ogromną ilość filmów ze scenami otwartej przemocy, ani razu nikt za to nie odpowiedział.  Czy Pan jest tego świadomy Władimirze Władimirowiczu, iż współczesna telewizja rosyjska korzysta przede wszystkim z importowanych formatów zachodniej i amerykańskiej telewizji? Nie mamy własnych pomysłów, nie rozwijamy systemu szkolenia naszych własnych reżyserów telewizyjnych, nie ma prawdziwych Mistrzów.

Z żalem wspominam wspaniały okres telewizji w Leningradzie, a także centralnej telewizji w okresie pieriestrojki. Sami wtedy wymyślaliśmy nowe formy rozmowy ze społeczeństwem. Niezależność w dziedzinie języka i formy kontaktu ze swoim narodem – to, jak mi się wydaje pod wieloma względami podstawa narodowej niezależności.

Jak mi się wydaje, to jest pewnik


Jestem przekonany, iż „Dożd’” poszukuje własnego języka, związanego organicznie z życiem społeczeństwa nowej Rosji. Oni niczego nie importują. Sami tworzą wszystko. Do mnie, Władimirze Władmirowiczu, zwracał się kanał „Kultura”, proponując udział w swoich programach. Zapytałem, czy będą jakieś wynikające z cenzury poprawki. Odpowiadają jakoś nieprzekonująco. To poczekam, odpowiadam ja. Co to za czasy, kiedy nawet taki apolityczny człowiek jak ja, może być poddany cenzurze…. W porządku…. Poczekam…. Tak bardzo kocham rosyjska kulturę i Ojczyznę, że poczekam.

Nie jestem młody.

Młodzi nie powinni czekać.

Z nimi trzeba prowadzić oddzielny dialog. Ojcowski, cierpliwy, z wiarą w nich, z nadzieją.
Na różnych.

Nie wiem, Szanowny Wladimirze Wladimirowiczu, czy znajdzie Pan czas, żeby przeczytać ten list.

Nie mogłem go nie napisać.

Jest Pan Prezydentem mojego kraju.

Do kogo innego miałbym napisać, może tylko do dziadka na wsi.

Z najlepszymi życzeniami,

Oddany Panu,

Aleksander Sokurow




*Aleksander Sokurow (ur.1951), wybitny rosyjski reżyser filmowy, laureat wielu nagród na najważniejszych festiwalach filmowych. Do najwazniejszych w jego twórczości obrazow należą: "Faust" (2011), "Moloch" (1999), "Rosyjska Arka" (2002), "Aleksandra" (2007). Mieszka w St, Petersburgu. 








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com